wtorek, 10 czerwca 2014

Seven Hundred One

I nagle słońce zaszło. Spójrz kochanie, jest nieszczęśliwe, ponieważ nie ma cię ze mną.

Miłość jest tylko kolejnym epizodem w latach naszego oczekiwania na niebo. Tak samo, jak pierwszy pocałunek, wakacje za granicą czy alkohol. To tylko chwilowe szczęście. A po co komu chwilowe szczęście?
Postawiła znak zapytania, kiedy nauczycielka pstryknęła jej palcem przed nosem. Westchnęła, zamykając swój notatnik i rozejrzała się po klasie, by zobaczyć rozbawione miny innych uczniów. Wywróciła oczami zaczynając kreślić kółka z tyłu zeszytu, ponownie zapadając w trans. Zadzwonił dzwonek, a T.I szybko wrzuciła do starej torby na ramię podręcznik i wybiegła z klasy. Kurczowo trzymała pasek torebki, przeciskając się przez tłum licealistów, by w końcu wyjść na dziedziniec szkoły. Odetchnęła świeżym powietrzem kierując twarz ku słońcu. Nagle ktoś wpadł na jej plecy, a ona runęła w dół schodów, by na końcu wpaść w ramiona nieznajomego chłopaka. Oszołomiona i wystraszona spojrzała w górę, by zobaczyć zwijającego się ze śmiechu Zayna i jego kolegów.
- Sorki, oponko - wydusił krztusząc się.
Dziewczyna spuściła wzrok i podziękowała Nicolasowi za asekurowanie jej przed poważnym upadkiem, po czym zabrała rower z parkingu i wróciła do domu. Wetschnęła, widząc zasłonięte rolety w oknach. Otworzyła moskitierę, a następnie drzwi i weszła, czując odrzucający zapach alkoholu. Załkała, odsuwając rolety i otwierając okna na oścież. Jej mama leżała na kanapie i spała, bełkocąc coś. T.I wzięła ze stołu puste butelki i wyrzuciła je do kosza, po czym poszła do swojego pokoju, gdzie odrobiła lekcje.
Czym tak naprawdę jest miłość? Bo napewno nie tym, co widzimy w ''Now is good'' czy ''The Fault in Our Stars''. To tylko wyimaginowany świat, na który nie ma miejsca w prawdziwym, ciężkim życiu. To nie Wonderland, ja nie jestem Julią i nie mam Romea. Ponieważ coś takiego, jak prawdziwa miłość nie istnieje. No chyba, że w hollywoodzkich filmach.
T.I szurała starymi, dziurawymi trampkami po bateonowym chodniku. Tego dnia było pochmurno i można było tylko odliczać minuty do lunięcia deszczu. Dziewczyna przyśpieszyła kroku, by po chwili zobaczyć wyłaniający się zza rogu pub u Berniego. Było to prawdopodobnie najmniej uczęszczane miejsce w całym Bradford i od dawna groziło zamknięciem, ale T.I kochała je za tę pustkę i niesamowity klimat. Poza tym, Alicia, która gotowała w kuchni była najlepszą kucharką świata, a jej francuskie tosty były najlepszymi, jakie T.I kiedykolwiek jadła. Weszła do środka, a nad jej głową zabrzęczały cztery posrebrzane dzwoneczki. Mimowolnie uśmiechnęła się, widząc Berniego przy barze. Mina jej jednak zrzedła, kiedy przy jej stoliku zobaczyła Zayna i jego paczkę.
- T.I! - zawołał wesoło Bernie.
- Cześć, Ber - odparła, zajmując jeden ze stolików przy oknach.
- Alicia, trzy francuskie tosty dla młodej! - usłyszała i zachichotała, otwierając notatnik.
Zobaczyła na pierwszej stronie zdjęcie z Niallem i uśmiechnęła się lekko, pocierając jego twarz opuszkiem kciuka. Po chwili obok niej przeszedł Louis i Aiden, wyszli z pubu zostawiając Zayna samego. Teraz w środku zostali tylko on i T.I.
''Więc otwórz swoje oczy i zobacz, jak spotykają się horyzonty*'' - właśnie to szeptał mi do ucha. Jakby to było wczoraj. A następnego dnia już był w niebie. Mój jedyny powód, by być. Myślę, że gdzieś na początku pisania cię opisałam tę scenę. Jak szepnął ''Muszę już iść, kocham cię'', a rano znalazłam go w jego pokoju i...
- Co tam, oponko? - zapytał Zayn, siadając naprzeciwko jej.
- Czego chcesz, Zayn? - mruknęła, zamykając notatnik.
- No proszę, wiesz, jak mam na imię - zaśmiał się krótko i fałszywie, na co wywróciła oczami. - Co jeszcze o mnie wiesz?
- Nie mam zamiaru bawić się w twoje gierki - odparła.
- Nie? - usniósł brwi, biorąc pomiędzy kciuk, a palec wskazujący jej podbródek. - Inaczej śpiewałaś kilka miesięcy temu.
- Odwiedziłeś ostatnio Nialla? Może inaczej - zachichotała ironicznie. - Odwiedziłeś go kiedykolwiek? Byłeś jego, kurwa, najlepszym przyjacielem. Nie widziałeś, co się z nim dzieje?
- Byłaś jego, kurwa, siostrą T.I! - krzyknął nagle. - Nie widziałaś? Więc proszę, zamknij się, bo nie mam ochoty przerabiać tego gówna raz jeszcze.
- Gówna? Nazywasz jego śmierć... gównem? - zachłysnęła się powietrzem, czując łzy pod powiekami, kiedy je zacisnęła. - Zejdź mi z oczu. Odejdź.
Więc wstał i wyszedł, a ona pozwoliła łzom wypłynąć. Bernie i Alicia stali w progu ze zmartwionymi minami. T.I chwyciła notatnik i wybiegła z pubu, prosto na cmentarz. Nagrobek Nialla znajdował się w najodludniejszym miejscu, więc usiadła przed nim i otarła policzki, bez skrępowania zaczynając:
- Cześć, kochanie. U mnie, jak zawsze. Wiem, że pewnie mało cię obchodzi, co robię teraz i w ogóle, ale chciałabym, żebyś wiedział. Myślę, że jeśli byłabym na twoim miejscu też bym chciała wiedzieć co porabiasz. Mama jest kompletnie załamana. Zalegam z opłatami za szkołę i nie mam pojęcia co robić. Urząd Miejski grozi Berniemu zamknięciem Friends*, wiesz? Zamykają nasze miejsce, słońce.
Zayn stał z boku, ze skrzyżowanymi rękami. Dziwił się, dlaczego T.I nie przeżegnała się i nie odmówiła modlitwy za zmarłych. Tymczasem ona nie robiła tego nigdy, ponieważ za życia Nialla dziewczyna nie witała się z nim modlitwą i chciała, zeby zostało tak, jak wcześniej.
- Byłem tu codziennie - szepnął nagle, a T.I podszkoczyła przestraszona. - I jestem tu codziennie, zwykle późno w nocy. Więc błagam - zacisnął powieki. - Błagam, nigdy więcej nie myśl, że był dla mnie niczym. Bo był całym moim światem. Wszystkim, co miałem. I mów co chcesz, ale naprawdę nic nie zauważyłem.
- Oh Zayn - jęknęła, po czym podniosła się z ziemi i przytuliła chłopaka. - Jest OK, przepraszam.
- Ja też przepraszam. No wiesz - wzruszył ramionami. - Za nazywanie cię oponką, popychanie i ogólne gnojenie. Nie zasłużyłaś na to, zwłaszcza po tym, co cię spotkało - szepnął.
- Nie chcę współczucia tylko dlatego, że mój brat popełnił samobójstwo.
- To nie współczucie. Bardziej zrozumienie. Jeszcze raz przepraszam.
- Nie ma za co. Muszę już lecieć. Dobranoc, Zayn - uśmiechnęła się lekko.
- Słodkich snów.
Zawsze myślałam, że po życiu nie ma nic. Tylko czarna dziura, która pochłania każdą zabłąkaną cduszę. Jednak kiedy słońce świeci prosto na moją twarz, widzę pośród obłoków Anioła. A ma blond włosy, piękny uśmiech i lazurowe oczy. I szepce ''Na zawsze twój''. A ja wiem. Wiem, że jest mój.
T.I nie spodziewała się zastać mamy w domu. Ta jednak oglądała telewizję podczas piłowania paznokci. Dziewczyna poszła do kuchni, po czym otwarła lodówkę i westchnęła. Żałowała, że nie zjadła tostów u Berniego. Jej żołądek aż skręcał się z głodu.
- Czemu nie zrobiłaś zakupów? - zapytała cicho.
- Ciekawe za co - prychnęła jej matka.
Zwykle to Niall się tym zajmował. On zarabiał na rodzinę, jako mężczyzna i to on robił zakupy. Kiedy żył Niall mama mniej piła i łapała się przypadkowych robót, byleby tylko coś wrzucić do portfela. Ale teraz Nialla już nie było. I T.I tego nienawidziła. Po cichu skierowała się do swojego pokoju i kiedy już wchodziła do środka usłyszała ciche pomrukiwanie.
- Zachciało się smarkaczowi powieszać.
Załkała, zamykając drzwi. Nienawidziła swojego domu. Przestał nim być dawno temu. Z resztą, czy kiedykolwiek nim był? T.I zobaczyła na ścianie nad łóżkiem kolaż jej zdjęć ze starszym bratem. Zdusiła szloch, po czym desperacko zaczęła zrywać wszystkie fotografie.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?! Dlaczego?! Nienawidzę cię Niall, słyszysz?! Nienawidzę cię!
Po czym opadła na pościel i długo, długo potem płakała jeszcze w poduszkę. Rano bolała ją głowa, ale szybko wstała, umyła się, ubrała - choć nienawidziła swoich ciuchów - i, jak każdego ranka, wyszła z domu bez śniadania.
W szkole, jak to w szkole. T.I nigdy nie była szczególnie lubiana, choć kiedy żył Niall, zawsze jej bronił. Wszyscy uczniowie czuli do niego respekt, ale mało kto wiedział, że ta szara myszka z kąta jest jego siostrą. Kiedt dziewczyna wyjmowała z szafki książkę na literaturę, Sidney, jak zwykle, przypadkiem ją popchnęła. T.I upadła na podłogę, a wszyscy wokół zaczęli się śmiać. Nialler, potrzebuję cię - pomyślała, czując łzy w oczach.
- Darowałabyś sobie zachowanie przedszkolaka, Sid - mruknął ktoś, a za chwilę z tłumu uczniów zgromadzonego dookoła T.I wyłonił się Zayn. Podał jej rękę i wyprowadził na zewnątrz.
- Dziękuję - odparła cicho.
- To teraz jakby, mój obowiązek... Rozumiesz - zakołysał się na stopach. - Zabiorę cię gdzieś - powiedział niespodziewanie, napotykając rozproszony wzrok dziewczyny. - To znaczy, jeśli chcesz - dodał.
- Ja... Jasne, pewnie - wzruszyła ramionami.
Nawet nie wiem kiedy złapałeś mnie za rękę, a ja poczułam, jak prąd przechodzi przez całe moje ciało. Poczułam się, jak mała dziewczynka, którą Niall odprowadzał do szkoły. 
Jechali długo. Bardzo długo. Wysiedli z auta dopiero po ponad trzech godzinach jazdy, a T.I kompletnie nie znała pustkowia, na którym się znajdowali. Mimo wszystko zaufała Zaynowi i dała się poprowadzić na stary pomost. Słońce już zachodziło, odbijając swoje ostatnie promienie o talfę jeziora. Drzewa cicho szumiały, a dębowe deski mostu skrzypiały.
- Jej, Zayn. Tu jest pięknie - westchnęła.
- Niall pokazał mi to miejsce - odparł nagle. - Powiedział mi wtedy Nie przywoź tu bylekogo. Przywieź kogoś, kogo pokochasz nie tylko ty, ale ja też.
- Zayn czy ty...
- Więc pomyślałem o tobie. Bo tak, może uznasz mnie za kretyna i wariata, ale cię kocham. Zacząłem jeszcze kiedy żył i nie przestałem. Uśpiłem to, ale nie przestałem - szepnął splatając ich palce.
I kiedy mówił mi tak, a ja widziałam w jego oczach szczerość zaczęłam zastanawiać się nad moją wcześniejszą teorią. Moje życie było pasmem nieszczęść. Więc jeśli pojawi się w nim epizod, chwilowe szczęście i sprawi, że słońce nie będzie zachodzić tak szybko, dlaczego nie?
T.I mocniej ścisnęła rękę Zayna. Pochyliła się i stanęła na palcach, by musnąć jego spierzchnięte usta. Chłopak przytrzymał ją za kark i docisnął jej drobne ciało do swojego. Oderwali się od siebie tylko na chwilę, a T.I szepnęła wtedy:
- Na zawsze mój - i wtuliła się w bok Zayna.
A jego twarz wyłoniła się zza obłoków, szepcząc z uśmiechem: Na zawsze twój.


*cytat z piosenki All of the Stars, Ed Sheerana.
*
moja super hiper wyobraźnia nie zawiodła i wymyśliłam oryginalną nazwę, prawda? >_<

JOŁ JOŁ JOŁ!
Imagin (choć wiem, że ma niewiele wspólnego z tą historią) jest zainspirowany najpiękniejszym filmem ever ''Na zawszw twój'' (POLECAM! SERIO, PATTINSON W TYM FILMIE .SKNJFLASFHSDFH<3). NO! KOMENTOWAĆ, YOLO! PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY, LITERÓWKI ETC.
P.S
Udław się Karolcia, elo.
i pisz tam dali, bo czekom

11 komentarzy:

  1. Jezu, świetny <3 nieczęsto wzruszam się czytając imaginy, ale ten wow, płaczę T.T :* mega

    OdpowiedzUsuń
  2. CUDOWNY!!! Wzruszający ale naprawdę piękny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest po prostu piękny :) Wzruszyłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. czy Ty podglądasz to co pisze mały niedobry człowieku?

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę się wzruszyłam, cudny

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na mój blog : http://zycietoniebaj.blogspot.com/ Dziękuje ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko *-*
    Imagin zabiera dech w piersiach...
    Nie można go określić jednym słowem.
    Wzruszyłam się, co zdradziła łza na moim policzku ;')
    To dopiero pierwszy imagin, więc lecę czytać dalej! ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cały czas płakaam świetny :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3