środa, 4 czerwca 2014

Seven Hundred





Znów usłyszał krzyki. Jej krzyki. Krzyki bólu. Krzyki cierpienia. Krzyki bezsilności.
Znów usłyszał rozbijające się o ziemie przedmioty. Wiedział, że już sobie z tym nie radzi.
Znów usłyszał płacz. Jej płacz. Płacz, który przybierał na sile. Nie lubił gdy płakała.
Znów usłyszał uderzanie o drzwi. Nie chciał, żeby się niszczyła.
Znów usłyszał wiązanki przekleństw. Chciał żeby przestała.
Znów usłyszał ją. Tą bezsilną, cierpiącą dziewczynę. Modlił się do boga o jej szczęście.

Wciąż nie usłyszał jej cudownego śmiechu. Uwielbiał go słuchać.
Wciąż nie widział jej radosnego uśmiechu. Cieszył się, gdy była szczęśliwa.
Wciąż nie widział iskierek w jej oczach. Była wtedy taka beztroska.
Wciąż nie zauważył jej pozytywnego myślenia. Teraz była optymistką.
Wciąż nie widział  tej radosnej dziewczyny, która pokazywała światu, że daje radę. To przeszłość.
Wciąż nie usłyszał od niej słów „Kocham cię”. To tak bardzo raniło.

   Usiadł na łóżku zaciskając dłonie w pięści. Nie chciał płakać. Nie mógł. Obiecał jej. Obiecał, że jeśli będzie z nią źle nie będzie płakać. Nie dotrzymał obietnicy.  Łza jedna po drugiej spływała po jego policzku.
  Nie starł ich. To oznaka słabości i bólu, który przeżywał wewnętrznie. Płakał z bezsilności.
 Nie chciał, żeby znów to robiła. Nie chciał widzieć blizn na jej nadgarstkach. Nie chciał żeby płakała. Nie chciał żeby cierpiała. Nie chciał widzieć jej nieszczęśliwej.
 Spojrzał w lustro naprzeciwko niego. To nie był ten sam człowiek co wcześniej. Podpuchnięte oczy, chude ciało, włosy w nieładzie. Wiedział, że się zmienił.
  Chwycił w dłonie ramkę ze zdjęciem. Jej zdjęciem. Ich zdjęciem. On trzymał dłonie na jej talii natomiast ona uśmiechała się do obiektywu. Pamiętał ten dzień. Była wtedy taka szczęśliwa.

Nagle coś sobie uświadomił

  Wstał z materaca po czym wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami. Nie pukając wszedł do pomieszczenia w którym przebywała Ona.
Podszedł do niej i chwycił za nadgarstki. Przycisnął ją do siebie próbując powstrzymać jej dalsze poczynania. Dziewczyna wierciła się chcąc wyrwać się z jego uścisku, jednak on był silniejszy.

- Puść mnie! Nie rozumiesz, że nikt mi już nie pomoże!- krzyczała dławiąc się łzami.
-Pomogę ci! Poradzisz sobie! Słyszysz?! [T.I], zaufaj mi! Daj sobie pomóc!- również krzyczał  wciąż nie wypuszczając z uścisku jej nadgarstków.
-Liam, to nic nie da. Nikt mi już nie pomoże- powiedziała.

  Wtedy spojrzała w jego oczy. W jego czerwone od płaczu oczy. W jego zmęczone tęczówki, które prosiły się o dawkę snu.  Wiedziała, że to przez nią cierpiał. To ona doprowadzała go do płaczu…

-[T.I] zaufaj mi- szepnął przytulając ją do siebie.

  Dziewczyna przymknęła powieki przypominając sobie te wszystkie chwile kiedy trwała w jego ramionach. Objął ją ramionami mocniej przyciskając do swojego torsu.


-Poradzimy sobie- wyszeptał całując ją w czoło.

Wiedziała, że teraz będzie bezpieczna





........................................................
Hej :)
Wybaczcie mi, że taki krótki,
ale tak miałam zaplanowane na początku.
No to...jak wam się podoba?
Pozdrawiam i życzę miłego dnia :D

9 komentarzy:

  1. Fakt trochę krótki ale bardzo ciekawy :) i wspaniały przekaz : jeśli zależy stara się pomóc :) pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę świetny :) krótki Ale świetny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co z tego, że krótki. Jest na prawdę świetny. W końcu nie liczy się ilość a jakość, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega! *_* Cudownie wyszedł, chociaż mógłby być dalej ciągnięty ;)
    Podoba mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny, krótki ale wiesz lepiej napisać krócej i ciekawiej niż dłużej i nudząco :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny,po prostu piękny

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3