sobota, 12 lipca 2014

Seven Hundred Eleven

"Jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać. To jest taki sprytny mechanizm. Myślę, że przećwiczony wielokrotnie przez naturę. Dusisz się, instynktownie ratujesz się i zapominasz na chwilę o bólu. Boisz się nawrotu bezdechu i dzięki temu możesz przeżyć."

   Kolejny wieczór spędzony w strachu i oczekiwaniu, a także ze złudną nadzieją. Może dzisiaj nie wróci? Może coś się stanie i nie dotrze do domu? Może tak się upił, że będzie musiał spać na jakiejś ławce? Myśli przepełnione nadzieją ciągle zaprzątały mi głowę. Każdy wieczór od pięciu lat tak wygląda. Dlaczego nic z tym nie zrobię? Mam siedemnaście lat, a nadal jestem jak mała, bezsilna dziewczynka, która nie potrafi z niczym sobie poradzić. Jestem jak dziecko, które zgubiło się w sklepie. Jest jednak mała różnica... ja zgubiłam się w życiu. Nagle usłyszałam tak dobrze znany mi odgłos zatrzaskiwanych drzwi. Momentalnie przykryłam twarz rękoma i zaczęłam płakać. To znów się wydarzy. 

"Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia, lecz z drugiej także ulga. Razem z łzami wypływa cierpienie, by zrobić miejsce na nową, kolejną falę bólu. Inaczej ból przestałby się w nim mieścić."

   Mam siedemnaście lat... siedemnaście. Ta liczba chodziła mi po głowie. Nie jestem już jedenastoletnią dziewczynką, która myśli, że ojciec tak ukazuje swoją miłość. Nie. Już dawno powinnam coś z tym zrobić, a ja nadal na to pozwalam, nadal trzymam w sobie ten ból. Może boje się go zostawić samego? Brzydzę się tym, że kocham go, nawet jeśli robi mi takie rzeczy. To mój ojciec, ale i tak jestem na siebie strasznie zła. Muszę to w końcu zakończyć. On niedługo tu wejdzie i znów to się zdarzy. Nie dam rady kolejny raz. 

"Ból sprawia, że podejmujemy złe decyzje. Może to również jest zła decyzja?"
   
   Wyskoczyłam z łóżka i zamknęłam drzwi na klucz. Wiedziałam, że to nie wystarczy, więc zastawiłam je dodatkowo regałem, który ledwo przesunęłam. Wyciągnęłam z szafy torbę i zaczęłam pakować wszystkie rzeczy, które były mi potrzebne. Szybko wrzuciłam kosmetyczkę, ubrałam buty i kurtkę. Otworzyłam okno i momentalnie odwróciłam się w kierunku drzwi, które wydały głuchy dźwięk. Szybko wyskoczyłam na trawnik. W tym momencie cieszyłam się faktem, że mój pokój znajdował się na parterze. Nagle na schodach zauważyłam ojca, który szedł w moją stronę. Zrobiło mi się słabo, ale nie mogłam zemdleć w takim momencie. To nie skończyło by się tak jak chciałam. Zaczęłam biec jak najszybciej potrafiłam. Jak najdalej od niego. Nie myślałam o tym, gdzie mam biec, bo po prostu nie było miejsca, w którym mogłabym być bezpieczna. Nawet mój pokój taki nie był. Po przebiegnięciu sporego kawałka odwróciłam się za siebie i nikogo nie widziałam. Odetchnęłam z ulgą. Udało mi się. Udało! Szczęście, jakie wypełniło wtedy kawałek mojego serca było nie do opisania, jednak to szczęście było za małe, żeby załagodzić cały ból, który ciągle we mnie siedział. 

"Tak żyć, jak żyłam - warto było - warto było ten ból przezwyciężać - jak przezwyciężałam."

   Uświadomiłam sobie, że jestem w jakimś ponurym parku. Nie był jednak tak ponury jak mój pokój, ani jak moje myśli. Usiadłam bezsilnie na ławkę i podkurczyłam kolana, obejmując je kolanami. Znów zaczęłam płakać. Nie wiem, czy dlatego, że wreszcie mu uciekłam, czy z powodu, że nie wiem co się ze mną stanie. W domu, o ile mogę teraz tak mówić o tym miejscu, miałam wszystko czego mi potrzeba, ubrania, pieniądze, jedzenie, miejsce do spania i... ojca, który mnie wykorzystywał. Nie chciałam znów o tym myśleć, teraz nie on był ważny. Już mi nic nie zrobi, nie może. Muszę myśleć o przyszłości. Może pójdę na policję? Nie mogę. Nie potrafię mu tego zrobić. Często zastanawiam się co on czuł, co myślał, kiedy to robił? Czy miał w ogóle jakieś wyrzuty sumienia? Czy przejmował się mną? Wątpię... Może on po prostu miał mnie za zabawkę? Śmierć mamy tak dużo zmieniła... za dużo. Zbyt wiele dla mnie, jestem za słaba. Może to dlatego tak długo zwlekałam z ucieczką? Teraz czuje się silniejsza. Dziwne uczucie.

"Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy ubrania zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojego zniknięcia – zapomną. Nie łudźmy się, ludzie pogrzebią nas w pamięci tak szybko, jak odeszliśmy. "

   Poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Wzdrygnęłam się w momentalnie wstałam. Myślałam, że to on mnie znalazł. To jednak nie był on. Nie on... ulżyło mi. Przede mną stał dość wysoki, szczupły, ale umięśniony chłopak. Miał na sobie neonowe buty Nike, co wynikało ze znaczka, na nogach miał czarne getry, a na górze był ubrany w bluzę tego samego koloru. Wyszło na to, że biegał. Jego włosy były związane w dziwną kitkę. Lampa z sąsiedniej ścieżki dość dobrze oświetlała jego twarz, dzięki czemu mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Miał lokowane włosy. Długie lokowane włosy. Zielone tęczówki i ten błysk w nich. Malinowe usta, a sam jego wyraz twarzy był nie do rozszyfrowania. W jego oczach było widać jednak trochę troski. Chyba tak, zapomniałam jak ona wygląda. 

"Co to za zwycięstwo, które nie jest kupione bólem, zmęczeniem i walką ze swym wnętrzem?"

   - Wszystko w porządku? - powiedział stojąc cały czas w tym samym miejscu. Jego głos był taki niski i ochrypły, że po plecach przeszły mi ciarki. Nie odpowiedziałam nic. Przecież widział, że nic nie jest ok. Z resztą, nie będę się spowiadać nieznajomemu mi człowiekowi. Najlepiej jakby sobie poszedł. 
   - Co się stało? Mogę Ci pomóc. - odparł po tym, jak nie uzyskał żadnej odpowiedzi. 
   - Nie potrzebuje pomocy. - powiedziałam twardo. Niech już idzie, marnuje tylko czas. Doskonale dam sobie radę. Na ławce też można się wyspać... 
   - Drobna, zapłakana dziewczyna w środku ciemnego, ponurego parku w niebezpiecznym Londynie. Ubrana jedynie w cienką kurtkę, a na ławce obok leży jej torba. Naprawdę chcesz spać w parku? Nocami jest tutaj bardzo zimno. - powiedział z lekkim uśmiechem.
   - Powiedziałam, że dam sobie sama radę. Nie potrzebuję niczyjej pomocy. Wrócę do do... - przerwałam w połowie. Przecież ja nie mam domu. Dom. To słowo nie powinno chyba sprawiać tyle bólu? Osunęłam się z powrotem na ławkę i zaczęłam płakać. Byłam taka słaba. Przed chwilą czułam się silniejsza, a teraz znów czuje się jak bezwartościowe gówno. Poczułam, że nieznajomy siada obok, a po chwili czuje na sobie jego ramię. 
   - Zostaw! Nie dotykaj mnie! - momentalnie odskakuje i odsuwam się od niego. Też chciał mnie wykorzystać? On też? 
   - Spokojnie. Nic Ci nie zrobię. - wstał i powoli się do mnie zbliżał. Miałam ochotę uciec, ale jakaś część mnie nie pozwalała mi tego zrobić. Stałam i wpatrywałam się w chłopaka. Zupełnie tak jakbym nigdy nie widziała człowieka. Podszedł do mnie i przytulił mnie. Był rozgrzany, co potwierdziło, że biegał. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. 

"Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą."

   - Co się stało? - powiedział tak spokojnym głosem, że sama miałam ochotę przestać płakać.
   - Myślisz, że opowiem wszystko nieznajomej osobie? - stwierdziłam stanowczo, będąc nadal w jego objęciach. Zaczął delikatnie gładzić moje plecy. Już dawno nie byłam przytulana, w szkole ludzie mnie nienawidzili. Byłam samotnikiem, od zawsze. Dlatego wszelkie uczucia szczęścia były mi zupełnie obce. 
   - Jestem Harry. - przedstawił się. - Już wiesz jak mam na imię, więc możesz opowiedzieć. 
   - Nadal Cię nie znam, Harry. - powiedziałam przez łzy. Dlaczego tak bardzo chciał wiedzieć co się stało? Dlaczego mu na tym tak bardzo zależało? 
   - Wiesz... czasami o wiele łatwiej jest opowiedzieć wszystko zupełnie nieznanej osobie, niż komuś kogo znamy od bardzo dawna. 
To co powiedział sprawiło, że odsunęłam się od niego. Miał rację. Właśnie tak było, ale co do jednego się mylił. 
   - Jesteś w błędzie. - uniósł brwi, sądząc, że naprawdę nie chcę jego towarzystwa. Teraz jednak miałam ogromną ochotę, żeby z wszystkiego się wygadać, żeby pozwolić całemu bólowi ze mnie wyjść. - Zawsze jest łatwiej mówić nieznajomym. Zawsze... 
Uśmiechnął się szeroko ukazując swoje dołeczki. Miał śliczny uśmiech. W świetle latarni wyglądał jak anioł. Może on był aniołem? Wiem, że nie powinnam mu ufać, ale może to nie przypadek, że to właśnie on się tutaj zjawił? Podobno przypadki nie istnieją. 
   - Dlaczego uciekłaś z domu? - ostatnie słowo ukłuło mnie w serce. 
   - Ratowałam siebie. - postanowiłam wprost odpowiadać na każde jego pytanie. Tak było jeszcze prościej. 
   - Przed czym? Albo... - zrobił chwilę przerwy - przed kim? 
   - Przed ojcem. Chociaż nie powinnam go już tak nazywać. Nie po tym co mi zrobił. - nie wiem dlaczego to wszystko mówię. Nie powinnam, ale coś we mnie bardzo mnie do tego namawia. 
   - Bił Cię? 
   - Nie. Gorzej. 
   - Molestow... - nie skończył widząc mój wyraz twarzy. Znów zaczęłam płakać. Kolejny raz mnie przytulił, tym razem wtuliłam się w niego tak mocno jak potrafiłam. Ścisnęłam dłońmi jego bluzę i płakałam jak małe dziecko. Pierwszy raz od kilku lat płakałam głośno. Nie obchodziło mnie czy on przyjdzie, jego już nie ma. Wreszcie mogę z siebie wszystko wyrzucić. 

"Ile wstanie bólu jest znieść ludzkie serce?
Jak wiele łez potrafią wylać Twe oczy?
Ile razy potrafimy upaść i się podnieść?
Me serce krwawi, moje oczy pełne gorzkich łez. 
Podniosę się czy nadal upadam?"

   - Ile czasu Ci to robił? - pyta po chwili, nie patrząc jaki ból mi to sprawia. 
   - Pięć. Pięć lat. Pięć pieprzonych lat strachu, bólu i tego gówna nie do zniesienia. Pięć pieprzonych lat, których nienawidzę, których nie chcę pamiętać. Pięć pieprzonych lat, których nie powinnam w ogóle przeżyć. - wybuchnęłam. Poczułam się lepiej wyżywając się na słowach. Czyżbym odkryła nowy sposób radzenia sobie z bólem? Harry zaczął gładzić moje włosy. Chyba chciał mnie uspokoić. Czy warto się uspokajać? Spokój przynosi lęk, a lęk przynosi ból, z którym już tak dobrze się znam. Mogę powiedzieć, że stał się moim przyjacielem. Jest zawsze przy mnie. Jednak jest złym przyjacielem, który ciąży. Chce się go pozbyć, ale nie mogę, bo jest jednym z tych przyjaciół, którzy nigdy Cię nie opuszczają. Złe wybory. 
   - Domyślam się, że nie chcesz już tam wrócić? - zapytał wreszcie. 
   - Już nigdy. - dziwi mnie to, w jaki sposób o tym wszystkim mówię. Krótko, bez zbędnych wywodów, tak, jakby to naprawdę nic mnie nie kosztowało. 
   - Zabiorę Cię do siebie. Będziesz mogła zostać ile tylko chcesz, a potem zadecydujesz. Zaopiekuję się tobą. 
Zaskoczył mnie. Pomagał mi, mimo iż mnie nie znał. Skąd wiedział, że powiedziałam mu prawdę? Skąd wiem, że on powiedział mi prawdę? Wziął moją torbę na ramię i kiwnął głową, pokazując, że mam iść za nim. Dlaczego poszłam? Sama nie wiem... 
   - Czemu to robisz? - zapytałam w końcu. 
   - Co robię? Czemu niosę Ci torbę? Jak chcesz możesz sama ją ponieść. - uśmiechnął się, znów pokazując jego słodkie dołeczki. Był zabawny. Sprawił, że przez chwilę poczułam w swoim sercu rozbawienie. To chyba oznaka szczęścia? 
   - Nie. Dlaczego mi pomagasz? Dlaczego się zatrzymałeś? Dlaczego chciałeś wiedzieć co się stało? Dlaczego teraz chcesz mi pomóc? Dlaczego po prostu mnie nie olałeś? Przecież wcale mnie nie znasz. Jesteśmy obcymi sobie ludźmi, nie zapytałeś mnie nawet o imię, a  robisz takie rzeczy. Bawisz się w anioła? A może nim jesteś? Dlaczego to wszystko robisz? - zasypałam go tyloma pytaniami, że wydał się troszkę zmieszany.
   - Nie jestem aniołem, sporo mi do niego brakuje. - odpowiedział tylko to i uśmiechnął się patrząc w ziemię. Nic więcej? Zadałam tyle pytań, a on odpowie tylko na jedno? 
   - Dlaczego? - ponowiłam, tym razem w okrojonej wersji. 
   - Bo czułem taką potrzebę. Zatrzymałem się dlatego, że nigdy jeszcze nie spotkałem dziewczyny samej, o tej porze w tym parku. Chciałem wiedzieć co się stało, bo widziałem w jakim byłaś stanie. Chcę Ci pomóc, bo wiem co się stało i jest mi strasznie przykro. Po prostu mam ochotę Ci pomóc. Cholernie wielką ochotę. - ostatnie zdanie powiedział z tak wielkim uczuciem, wywołując u mnie ponowne dreszcze na plecach. - Jak masz na imię? 
   - Jesteś dziwny. - powiedziałam. 
   - Dlaczego? 
   - Najpierw odpowiadasz na jedno pytanie, potem na wszystkie z takim przekonaniem, a teraz pytasz mnie o imię, jak gdyby nigdy nic. No i masz zabawną kitkę na głowie. Jesteś dziwny. 
   - Też jesteś dziwna. - stwierdził. 
   - Dlaczego? 
   - Spytałaś mnie czy jestem aniołem. - zaśmiał się cicho. Jego dołeczki bardzo rzucają się w oczy. 
   - Nigdy nie wiadomo na kogo się trafiło. - rzekłam. - Nawet jeśli chodzi o najbliższe osoby z rodziny. 
Znów poczułam jak chłopak mnie przytula. Za wszelką cenę próbował powstrzymać mnie przed płaczem. 

"Na tym świecie istnieją ludzie, którzy zadają Ci ból, ale są też tacy, którzy cierpią razem z Tobą."

   - [T.I]. - powiedziałam po dłuższej chwili ciszy. 
   - Ładne imię. - uśmiechnął się do mnie. Lubiłam jak to robił, bo tylko wtedy było widać jego przesłodkie dołeczki. Resztę drogi przeszliśmy w ciszy, a ja myślałam, jak bardzo przez tą jedną chwilę zmieni się moje życie. Chyba zyskałam osobę, której chociaż trochę na mnie zależy. I jest całkiem przystojnym i miłym chłopakiem. Najważniejsze dla mnie jest jednak to, że nie muszę żyć pod jednym dachem  z tym potworem. Im dalej od niego jestem i im dłużej nie ma mnie w jego pobliżu, tym bardziej go nienawidzę. Cieszy mnie to. Bardzo. Może kiedyś bez wewnętrznych wojen będę mogła wreszcie mu dokopać za te wszystkie lata. Oczywiście niedosłownie. Więzienie może być dobrym rozwiązaniem. 
Kiedy weszliśmy do jego mieszkania powitał mnie mały pies. Nie wiem jakiej rasy, nie byłam za dobra w ich rozpoznawaniu. Znałam tylko huskiego, labladora i yorka. To już dużo. 
   - Ładne mieszkanie. - powiedziałam, jednak nie uzyskałam odpowiedzi. Ściany w salonie były pomalowane na szaro, a meble były w kolorze czerwonym. Ładny akcent kolorystyczny. Było urządzone w stylu retro, ale bardzo nowocześnie. Podobało mi się. 
   - Chcesz coś do picia, albo do jedzenia? Zaraz pokaże Ci twój pokój, będziesz mogła się rozpakować i spokojnie wyspać. - Chyba zauważył moje wory pod oczami, które mam od kiedy pamiętam. Kto by się dziwił. 
   - Nie, dziękuję. - powiedziałam i usiadłam na czerwonej kanapie. Mimo mojego odmówienia i tak dostałam szklankę soku.
   - Chcesz już iść spać? - zapytał z troską w oczach. 
   - Chyba raczej nie usnę. Za dużo się zdarzyło. - uśmiechnęłam się sztucznie, ale się uśmiechnęłam. Dawno tego nie robiłam, to takie dziwne uczucie. Prawie obce. Piękne. 

"Szczęście się nie kończy, ono ulega zmianom."

   Mój pokój był śliczny. Białe ściany, meble w tych samych kolorach, szerokie łóżko. Wszystko takie jasne, kompletne przeciwieństwo mojej duszy. Zostawił mnie, żebym pobyła sama i się rozpakowała. Zakazał mi płakać. To dziwne, bo nawet o tym nie myślałam. Tak jakby cały ten ból odszedł w zapomnienie. Jestem dopiero od kilku godzin "wolna", a ja już czuje się o wiele lepiej. To jest dziwne. Mam coraz większe podejrzenia, że Harry jest aniołem. 
Rozpakowałam się, po czym weszłam do łazienki znajdującej się w pokoju. Również była jasna. Wielka wanna, prysznic. Jejku. Może ja tak naprawdę umarłam tam w parku, a teraz jestem w niebie? To miałoby sens. 

                Miesiąc później... 

   Już tyle czasu minęło. Staliśmy się z Harrym naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Chociaż, może to coś więcej? Nie mam pojęcia, myślę, że jeszcze się tego nie dowiem. Dzięki niemu wreszcie zmieniłam się w osobę, którą chciałam być - w szczęśliwą, śmiejącą się dziewczynę. Mimo iż wspomnienia nadal bolą, a każdy wieczór budzi we mnie lęk, wiem, że jestem bezpieczna. Nawet nie wiem, czy ojciec mnie szuka. Być może zgłosił policji moje zaginięcie. Też go kiedyś zgłoszę. Kiedyś... 
Opuszczałam szkołę, wytłumaczyłam wszystko nauczycielce, zrozumiała mnie i nie widziała żadnych przeciwwskazań. Cieszyło mnie to, że nie muszę widywać tych miejsc, które najczęściej kojarzyły mi się z cierpieniem. Musiałam jednak załatwić jedną sprawę. Obiecałam sobie, że pewnego dnia pojadę tam i zobaczę się z nim. Po raz ostatni. Wiem, że to może mnie znów zniszczyć, że emocje mogą mnie zgnieść, jak gniecie się zużytą puszkę po napoju, ale muszę. Chcę go ostatni raz usłyszeć, zobaczyć, być może wypowiedzieć mu wszystko. Zależy jak to zniosę. 
   - Idziemy na zakupy? - z zamyślenia wyrwał mnie jego ochrypnięty głos. 
   - Nie możesz iść sam? - zaśmiałam się.
   - Nie mam zamiaru chodzić pięć razy. Przecież wiesz, że zawsze czegoś zapomnę. - uśmiechnął  się. Mam ochotę polizać jego dołeczki. Wiem, to strasznie dziwne, ale naprawdę od jakiegoś czasu chcę to zrobić.
   - No dobra. - leniwie wstałam i poszłam ubrać buty. Na dworze było ciepło, więc wciągnęłam tylko katanę. Harry otworzył mi drzwi do swojego samochodu, pozwalając mi wejść, po czym sam do niego wsiadł. 
   - Dziękuję. - powiedziałam. 
   - To już będzie... 103 raz. Nie dziękuj mi. - uśmiechnął się. Racja, potrafiłam mu dziękować po kilka razy dziennie. Po prostu chce, żeby wiedział, że jest moim światełkiem w tunelu. 
Szukałam w sklepie wszystkich rzeczy, które zapisałam na liście. Było ich dość sporo, więc musiałam się troszkę nabiegać. Harry tylko posłusznie jeździł za mną wózkiem. Mogę się założyć, że się ze mnie śmiał. Zawsze to robił, kiedy razem robiliśmy zakupy. 
Wchodziłam właśnie w dział owoców, kiedy nagle mnie zamurowało. Stanęłam jak wryta. Chłopak ledwo wyminął mnie wózkiem. 
   - Co się stało. [T.I]? - powiedział i spojrzał tam, gdzie zawiesiłam swój wzrok. To był on. Mój pieprzony ojciec robił sobie zakupy. Normalnie żył, a ja przechodziłam katusze, bijąc się z własnymi myślami. Zrobiło mi się słabo, kiedy na mnie spojrzał. Zauważył mnie. 
   - Harry, wychodzimy stąd. Jak najszybciej. - powiedziałam odchodząc szybkim krokiem w stronę kas. 
   - Nie mamy jeszcze połowy rzeczy. Czekaj. - odpowiedział żując gumę. - Co jest? 
Chwycił mnie za ramię i odwrócił w moją stronę. Patrzył mi prosto w oczy. Widziałam w nich troskę, niewiedzę, a także strach. Czego się bał? 
   - [T.I]? - usłyszałam za sobą ten straszny głos. Dostałam gęsiej skórki. Zamknęłam oczy, nie pozwalając łzom na wypłynięcie. Postanowiłam, że najlepiej będzie jak potraktuję go jako powietrze. 
   - Harry wychodzimy. - powiedziałam pół szeptem. Chłopak spojrzał się na mnie zdezorientowany, ale zrobił to, o co go prosiłam. Chciał mnie przytulić, kiedy nagle poczułam mocny uścisk na ramieniu. Odwróciłam się. Popełniłam ten błąd i się odwróciłam. Byłam zmuszona na niego patrzeć. 
   - Gdzieś Ty była tyle czasu?! I co to za facet! Marsz do domu, Ty małaa... 
   - Jak możesz? - powiedział Harry. Nie wiem jak on mógł być taki spokojny. We mnie się gotowało. 
   - Co? Może ją porwałeś, palancie?! Wcale bym się nie zdziwił! Chodź tu [T.I]. - wysyczał ostatnie zdanie.
   - Ona nigdzie nie idzie. - Harry mocno mnie przytulił, a ja schowałam twarz w jego koszulkę. 
   - Tak? To załatwimy to w inny sposób. Dzwonię po policję. Szukają jej, a Ty będziesz jedynym podejrzanym i to Ciebie wpakują za kratki, a ona wreszcie wróci do domu. 
Serce pękło mi na miliard kawałeczków. Twarz strasznie mnie piekła. Nigdy nie czułam takiej złości. Stanowczo odwróciłam się na pięcie i zrobiłam krok w przód. Poczekałam chwilę, żeby zadzwonił po policjantów. Kiedy schował telefon do kieszeni popatrzył się na mnie z wyższością. Harry położył mi rękę na ramieniu, ja jednak nie cofnęłam się. 
   - Jak. Możesz. Tak. Mówić. Pieprzony. Dupku. - wysyczałam, robiąc przerwy za każdym słowem. 
   - Co powiedziałaś?! - czyżby się nie spodziewał? 
   - To, że jesteś najgorszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła w życiu. Znosiłam Cię przez 5 lat, ale tamtego dnia powiedziałam sobie DOŚĆ. Zniszczyłeś mi życie pieprzony pedofilu. Nikomu nie życzę takiego ojca. Czasami byłam zła na mamę, że umarła i zostawiła mnie z Tobą. Ale to nie była jej wina. To wszystko Ty. - powiedziałam stanowczo, prawie krzycząc. Łzy ciekły mi strumieniami, jednak chciałam wygarnąć mu wszystko. - I wiesz co? Zastanawiałam się co czułeś jak to robiłeś. Czy miałeś jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Po co Ci to było? Nie chce znać odpowiedzi, bo możliwe, że byłyby takie, o jakich myślałam. Wtedy już nawet w 1% nie byłbyś moim ojcem. Brzydzę się tobą. 
Dopiero wtedy podeszłam do Harrego i znów się do niego przytuliłam patrząc cały czas na tego potwora. Jego mina ciągle była taka sama. Wiedziałam jednak, że długo nie wytrzyma, bo w jego oczach zapanował ten sam mrok, który widziałam każdej nocy gdy wchodził do mego pokoju. Wszystkie wspomnienia wróciły.

"Aby odkryć, jakie zmiany zaszły w tobie, najlepiej wróć do miejsca, które jest takie jak kiedyś."

   Policja narobiła wielkiego harmidru w sklepie. Prawie każdy przyglądał się tej sytuacji. Ojciec uśmiechał się triumfalnie, kiedy rozmawiał z mundurowymi. Po chwili podeszli do nas i zaczęli zakuwać Harrego w kajdanki. 
   - Nie! Nie możecie! On mnie uratował! Ojciec mnie molestował! Pięć lat! Słyszycie?! Nie możecie! - uklęknęłam, zakryłam twarz i zaczęłam płakać z bezradności. Na moje szczęście ten potwór zaczął uciekać, co dało im potwierdzenie, że nie kłamię. Po chwili poczułam jak brunet mnie przytula. 
   - Już dobrze. Wszystko będzie ok. - szepcze mi do ucha, głaszcząc moje włosy. Kocham go za to, że zawsze jest przy mnie kiedy mam wewnętrzny kryzys. Ten chyba jest największym. - Nie płacz już, przecież jest wszystko dobrze. Nic się nie stało, [T.I] uspokój się, proszę. - błagał. 
   - Nic nie jest dobrze, Harry. Znów mam mętlik w głowie. - mówiłam przez łzy.
   - Z upadku rodzą się zmiany, by reaktywować człowieka, ale z tego upadku trzeba się podnieść. Ja Ci pomogę, rozumiesz? Nie pozwolę Ci ponownie upaść. - powiedział z takim przekonaniem, że miałam ochotę go pocałować. Co się ze mną stało? Jeszcze cztery tygodnie temu, nawet nie pomyślałabym, że mogę kiedyś coś takiego zrobić. 
   - Ty już mi pomogłeś. Jesteś moim osobistym aniołem. Aniołem stróżem, Harry. 
Chyba jeszcze nigdy nie przytulaliśmy się tam mocno. Miałam wrażenie, że on również ściska mnie jak najmocniej, ale tak, żeby mnie nie ścisnąć za bardzo. Ja nie musiałam się hamować, byłam zbyt drobna i słaba. Uczucie, które się wtedy między nami narodziło, było o wiele większe niż to, które tworzyliśmy przez ten miesiąc. 

"Ale nauczyłam się, że można żyć dalej, bez względy na to, jak niemożliwe to się wydaje, i że ból... łagodnieje. Nie mija całkowicie, lecz po pewnym czasie nie jest już taki dominujący. "

   Policja wzięła mnie na przesłuchanie. Opowiedziałam im wszystko, ze szczegółami, bo uznałam, że to może mi pomóc jeszcze bardziej. I tak się stało, bo znów poczułam ulgę. Ojciec został skazany na 25 lat więzienia. Ciężko mi o tym myśleć, ale raczej nie dożyje wyjścia. Jeszcze gorzej czuję się z tym, że to mnie cieszy. Mój koszmar się skończył. Zaczęłam nowe życie, odnalazłam nową ścieżkę i nowego wspólnika, z którym będę ją pokonywać. 
   - Idź się przebierz, zabieram Cię w jedno miejsce. - wszedł do mieszkania i uśmiechnął się szeroko. 
   - C-co? - zająknęłam się. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Chyba lubiłam niespodzianki. Nie czekając na odpowiedź poszłam się przebrać. Kiedy zeszłam Harry już czekał przy samochodzie. 
Jechaliśmy dobrą godzinkę, a kiedy byliśmy na miejscu, brunet zawiązał mi oczy chustą. 
   - Będę Cię prowadził, nie bój się. - powiedział. Nie bałam się ani trochę, ufałam mu w stu procentach. Informował mnie o każdej dziurze, nierówności, kamieniu. Był wspaniałym przewodnikiem. W tamtym momencie chciałam być niewidoma, tylko dlatego, żeby mieć takiego świetnego pomocnika. 
   - Jesteśmy. Zdejmę Ci chustę, ale nie otwieraj jeszcze oczu, dobrze? - przytaknęłam porozumiewawczo. Otworzyłam je dopiero wtedy, kiedy mi powiedział. To co ujrzałam spowodowało ściśnięcie mojego żołądka. 
   - Harry... to jest. Piękne. - miałam ochotę płakać. Płakać ze szczęścia. Pierwszy raz chciałam płakać ze szczęścia. Cóż za świetne uczucie. 
Na trawie leżał koc i bardzo dużo poduszek. Obok jedzenie, a nad wszystkim widok na gwiazdy. Drzewa były obwieszone lampkami, a za nimi było słychać szum wody. 
   - Cieszę się, że się podoba. - uśmiechnął się. 
Kiedy usiedliśmy nastała cisza. Była trochę krępująca, a on chyba to wyczuł, bo zaczął wyduszać z siebie jakieś słowa. 
   - Wiesz... zabrałem Cię tutaj, bo... Może to nie jest jeszcze odpowiedni czas, ale pomyślałem, że będzie ok, a z resztą ja sam nie mogłem dłużej wytrzymać. W sumie mam nadzieję, że mnie zrozumiesz i wiesz, nie zrobisz nic, czego nie chciałbym, żebyś zrobiła. 
   - Do rzeczy. - przerwałam mu z uśmiechem. 
   - Kocham Cię. - powiedział z taką szczerością i namiętnością, że miałam ochotę odlecieć. Jego źrenice maksymalnie się rozszerzyły. W tamtym momencie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Myślę, że czuję do niego to samo, ja to wiem, ale... jak mu to powiedzieć? To trudne. 
   - Harry bo... - z jego twarzy zszedł uśmiech. - niee, nie to miałam na myśli. Chodzi o to, że ja czuję to samo, ale trudno mi jest to powiedzieć, bo przez tyle lat żyłam w zapomnieniu o takich emocjach, uczuciach. Rozumiesz mnie, prawda? - kiwnął głową dalej słuchając. - Też Cię kocham... i znów Ci dziękuję. 
Oboje wybuchliśmy śmiechem, rozluźniając burzące się w nas myśli. Wtedy brunet przysunął się do mnie i spojrzał na moje usta. Nie mogąc dłużej wytrzymać pocałowałam go. To był najcudowniejszy pocałunek. Pierwszy pocałunek... najlepszy pierwszy pocałunek w historii wszystkich pierwszych pocałunków. 
   - Kocham Cię. - powtórzyłam patrząc w jego zielone oczy. Co ten chłopak ze mną zrobił. - Czekaj. Czy to zgodne z religią? 
   - O czym Ty mówisz? - zdziwił się. 
   - Zakochiwać się w aniele i w dodatku się z nim całować? 
Znów oboje zaczęliśmy się śmiać. Położyliśmy się i w ciszy, przytuleni do siebie oglądaliśmy gwiazdy. Kiedy byłam mała uwielbiałam to robić z mamą. Zawsze czekałyśmy na te spadające, żeby wypowiedzieć życzenie. To było takie magiczne. Spadająca gwiazda. Moje życzenie jest takie, żeby Harry już zawsze był przy moim boku. Najlepsze życzenie, jakie kiedykolwiek mogłam mieć. 
   - Harry? 
   - Tak? 
   - Mam prośbę... 
   - Jaką? - oparł się ramieniem o ziemię i popatrzył na mnie z uśmiechem.
   - Mogę polizać twoje dołeczki? - zrobił dziwną minę i zaczął się śmiać. 

"Bardzo często jest tak, że nasza jedna decyzja może zmienić nasze całe dotychczasowe życie. Należy tylko pamiętać, że niekoniecznie może to być zmiana na lepsze. Ta zdecydowanie była najlepszą decyzją mojego życia. "

________________________________________

Heej. Miałam chyba wenę życia i mam nadzieję, że tym imaginem zrehabilituje się za poprzedni syf. Wyszedł dość długi, mam nadzieję, że spodoba się wam, bo dla mnie jest nawet OK. Czekam na jakieś uwagi, etc. :) Pozdrawiam! xx 
   
      

22 komentarze:

  1. O Boziu.! Boskie.!
    Najlepsza część jak się pytała o polizanie jego dołeczków. :3
    Skąd wam się bierze taka wena na pisanie takich cudów.? Nie mam pojęcia. Ale róbcie to dalej bo wam no genialnie wychodzi. :)
    Pozdrowionka od Rose. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą weną to różnie bywa. Więcej jej nie ma niż jest :D
      Dziękuję za miłe słowa! <3

      Usuń
  2. N I E S A M O W I T E !!! Jejku jestem pod wrażeniem! Szczęśliwe zakończenie nieszczęścia <3 Uwielbiam po prostu! Rzeczywiście wena życia, ale jestem pewna, że nie nieostatnia w Twojej 'karierze' ;D Gratuluję!

    ~ Princesska x.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję haha :D
      Bardzo dziękuję za miłe słowa! :3

      Usuń
  3. WOW,WOW,WOW!!!
    Najlepszy!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę oficjalnie przyznać, że jest to najlepszy imagin jaki w życiu miałam okazję czytać! Faktycznie, to była chyba wena Twojego życia. Ta historia jest cudowna, piękna, niesamowita i można tak wymieniać w nieskończoność.
    Mam nadzieję, że ta fantastyczna wena nie opuści Cię zbyt prędko, bo to co właśnie napisałaś jest idealne.
    Pozdrawiam ;)
    www.obsession-zayn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku! Nawet nie wiecie jak ciepło robi się w serduchu, kiedy czyta się takie miłe komentarze. Dziękuje!♡

      Usuń
  5. piękny <3 i te dołeczki ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny,przepiękny naprawdę to jeden z najlepszych imaginów jakie czytałam.Masz wielki talent.Sądzę,że kiedyś powinnaś napisać książkę...Pierwsza bym ją kupiła:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A kiedy zobaczę tutaj jakiegoś imagina z Lou ? :* zapraszam do mnie http://blogerowablogerka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się :D jeden z lepszych, jakie czytałam xd dobrze, że dałaś ten akcent z dołeczkami <3 to dodało takiej prawdziwości temu imaginowi :D oby tak dalej :** zapraszam do mnie, choć nie jestem tak dobra, jak wy :D http://blogerowablogerka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku skad ty bierzesz te cytaty?
    Sa mega! *-*
    Imagin idealny,czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  10. O Boże...
    On jest mega.
    Skąd bierzesz te cytaty?
    On był perfekcyjny, czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialny, serio poruszył mnie.
    Cytaty genialne

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś czuje że inspiracją tego imagina była książka hopeless ostatnio ja czytałam i były tam właśnie takie rzeczy jak lizanie doleczkow molestowanie itd swoją droga imagin świetny tak samo jak książka którą gorąco polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt w 10. Tylko żeby ktoś nie powiedział, że plagiat, bo historia w książce jest zupełnie inna :) Tak swoją drogą polecam ją każdemu kto lubi niespodziewane zwroty akcji w fabule :D
      No i dziękuje za miłe słowa :3

      Usuń
  13. Przeważnie nie gustuję w takich dramatach, ale tym razem naprawdę mnie wciągnęło i uwazam, że ten imagin jest wspanialy. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych i jest cudowny!
    DZIĘKUJĘ, że mogłam go przeczytać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejkuu *-*
      Mi naprawdę z wami rozsadzi serducho :D
      Dzięki xx ♥♥

      Usuń
  14. To bulo cudowne ;) i ta koncowka "moge polizac twoje doleczki?" haha ;) byla zawodowa ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Polizać dołeczki xD Jasne. Każda zdrowo myśląca dziewczyna chce polizać dołeczki chłopaka,którego poznała miesiąc wcześniej w parku xD Nie no ale imagin mega *o*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3