piątek, 8 sierpnia 2014

Seven Hundred Nineteen


   Zawsze sądziłam, że nigdy nie spotka mnie prawdziwa miłość. Wiecie, taka na zawsze, o której się nie zapomina, która trwa do końca. Nie potrafiłam pokochać kogoś, kto kochał mnie. Po prostu tego nie czułam. Nie chciałam, albo nie umiałam. To było naprawdę dziwne. Może jej nie potrzebowałam? Sama nie wiem... Ludzie mówią, że szczęście zależy od tego czy w naszym życiu jest miłość. Jeśli jej nie ma - nie ma szczęścia. Prosty rachunek. No, ale zaraz. Przecież na świecie żyją ludzie, którzy nie mają drugiej połówki i są szczęśliwi. Jakiś haczyk? Nie mam pojęcia, ale przekonałam się, że tak naprawdę 'ta wielka miłość, na którą się czeka', przychodzi w najmniej odpowiednim momencie życia. Wtedy, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy. Gdy jesteście tak zdesperowani, że szukacie jej wszędzie - nie znajdziecie jej, nie łudźcie się. Nie tak to działa. Ona ujawnia się, kiedy przyjdzie na to czas. Czasami bardzo wcześnie, czasami późno, czasami wcale... to tak jak spadająca gwiazda. Kiedy na nią czekamy i o niej myślimy - rzadko kiedy uda się nam ją zobaczyć, ale za to kiedy przypadkowo spojrzymy w niebo - może spaść ich kilka na raz. Musicie po prostu żyć ze świadomością, że ona na was czeka, gdzieś za rogiem. Może już za tym? To ona musi was wreszcie złapać, nie wy ją. Dla niedowiarków, że takowa istnieje... chciałam się podzielić moją historią, jak to ta 'prawdziwa miłość' mnie znalazła. Poniekąd nie trwała ona wiecznie, ale dla mnie, dla nas - jak najbardziej. Może będzie smutna, ale nie chcę żebyście ją taką postrzegali. Wyłapcie w niej te najlepsze wartości, które z niej wynikają - te szczęśliwe. Nie zwracajcie uwagi tylko i wyłącznie na ból, a być może zrozumiecie, jak piękna potrafi być miłość, nawet z tak wielkimi przeszkodami.

                    Cztery miesiące wcześniej... 


   Jak każdy porządny, pracujący obywatel szłam w poniedziałkowy ranek do pracy. W drodze piłam kawę, bo nigdy nie potrafiłam wyrobić się na czas. W międzyczasie przeglądałam też wszystkie możliwe portale społecznościowe. Byłam trochę uzależniona od sprzętów elektronicznych. Nowoczesna dziewczyna zakryła tą z dzieciństwa, która kochała kontakt z naturą. Wtedy o tym nie myślałam. Liczyła się tylko praca i zarabiane pieniądze. Typowa pracoholiczka. I pomyśleć, że zawsze wszystkim mówiłam, że taka nie będę. A tu los sprawił taką niespodziankę. Ups.

   Pracowałam jako, teraz możecie się zdziwić, pani weterynarz. Uwielbiam pomagać zwierzętom! Od wielu lat sądziłam, że to one potrzebują więcej uwagi niż ludzie. No i tak się w to wkręciłam, że teraz o, proszę. Jestem chirurgiem zwierzęcym w największej w Londynie klinice dla zwierząt. Będąc już na miejscu, przebrałam się w swój 'bardzo czaderski', granatowy fartuch i szłam na salę przyjęć. Ilość pacjentów lekko mnie zaskoczyła.
   - Hej Greg. - przywitałam się z recepcjonistą. - Kto dziś pierwszy?
   - Jakaś zguba do zbadania. - uśmiechnął się, co odwzajemniłam biorąc wszystkie papiery. Weszłam spokojnie do gabinetu, gdzie zastałam dość sporych rozmiarów Pitbulla. Biedaczek leżał na stole i skomlał z bólu. Chwyciłam jego obrożę, na której było napisane imię.
   - Boris. Spokojnie. - pogłaskałam go delikatnie. - Przytrzymaj go, zbadam mu łapy. - powiedziałam do jakiejś nowej stażystki. Zaczęłam delikatnie naciskać na łapy zwierzaka. Przy ostatniej pies wydał z siebie bardzo głośny pisk. Późniejsze prześwietlenie wykazało złamanie. Cały dzień skończył się tak, że Boris wylądował u mnie w domu. Porozwieszaliśmy ogłoszenia o jego znalezieniu i telefon pod jaki dzwonić, w tym przypadku mój. Pitbull dość szybko się zadomowił, okazał się bardzo miły i dzielnie radził sobie z gipsem na tylnej łapie. Wyglądał na zadbanego, więc zapewne uciekł.
   Po kilku tygodniach wreszcie otrzymałam telefon od jego właściciela. Następnego dnia miał jechać do domu. Przedstawił się jako Zayn Malik, ale mówił, że odbierze go jego kumpel o dziwnym imieniu, Niall? Jakoś tak. Tego dnia wzięłam sobie wolne, bo nie wiedziałam w jakich godzinach mam się go spodziewać. Przyszedł wtedy, kiedy zamykałam drzwi, idąc z Boris'em na spacer. Świetne wyczucie czasu.
   - Um... Pani [T.I]? - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się szybko, a moim oczom ukazał się blondyn w średnim wzroście, który miał tak śliczne oczy, że... były po prostu bardzo hipnotyzujące.
   - Tak, a pan? - wolałam się upewnić.
   - Niall. Przyjechałem po psa. - podał mi rękę i dość mocno ją ścisnął.
   - Ah, no tak. Właśnie wychodziliśmy na spacer. - uśmiechnęłam się patrząc na zadowolonego Pitbulla.
   - Jeszcze nic do stracenia. - przymrużyłam oczy, nie wiedząc o co mu dokładniej chodzi - Przejdziemy się?
   - Oh, pewnie. - uśmiechnęłam się.
   - Naprawdę nie wiem jak dziękować za ocalenie Borisa. Jest bardzo ważny dla Zayn'a. Bardzo przeżywał jego zniknięcie. Jesteśmy wdzięczni za to, że znalazła go pani i zawiozła do weterynarza.
   - Um... ja go nie znalazłam. - uśmiechnęłam się pod nosem. Lubię czepiać się szczegółów.
   - Jak to? To skąd pani go wytrzasnęła? - zdziwił się.
   - To ja jestem tym weterynarzem, który go owinął w gips. Teraz może już chodzić w zwykłych bandażach, ale musi się oszczędzać. A no i jestem [T.I], 'pani' brzmi tak oficjalnie. - zaśmiałam się i spojrzałam na chłopaka, który troszkę dziwnie się patrzył. - Coś nie tak?
   - Niee, po prostu nie wiedziałem, że... taka drobna dziewczyna może być weterynarzem?
Wybuchnęłam śmiechem. Dosłownie. Może to nie było zbyt miłe, ale nie mogłam się powstrzymać.
   - Przepraszam, ale - powiedziałam przez śmiech - chyba to nie ma zbytniego znaczenia?
   - No nie wiem, przecież niektóre zwierzęta są takie wielkie! Na przykład konie?
   - Żaden problem. - uśmiechnęłam się. - Dla mnie wielkość nie ma znaczenia.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja dopiero wtedy zrozumiałam co powiedziałam. Lekko się zarumieniłam i spuściłam wzrok. Czułam się lekko zażenowana? Chyba tak mogę to nazwać. Vice versa?
Przeszliśmy wtedy połowę parku w zupełnej ciszy. Nie była zbyt komfortowa, ale miałam przewagę - psa. Na końcu zatrzymałam się i oddałam mu smycz kucając przy Boris'ie.
   - Żegnaj piesku. - cmoknęłam go w pyszczek i pogłaskałam po głowie.
   - Taki pies to ma dobrze. - zaśmiał się. Uśmiechnęłam się lekko na te słowa. - Masz jutro ochotę na kawę?
Uniosłam brwi ze zdziwienia. Naprawdę? Pierwszy raz scena w moim życiu wyglądała jak z książki czy filmu. Wow.
   - Jasne. - uśmiechnęłam się.
   - 19? Przyjdę po Ciebie.
Przytaknęłam na te słowa. Pożegnaliśmy się przytulasem. Dla niego to chyba było normalne.
   Następnego dnia nie mogłam się połapać w pracy. Całe szczęście, że nie miałam żadnej operacji, bo chodziłam jak poparzona. Nie poznawałam samej siebie. Ogarnęłam się dopiero pod koniec zmiany, kiedy miałam zszywać królika. Tak, wiem - moja praca jest bardzo ciekawa. Kiedy weszłam do mieszkania, od razu poszłam pod gorący prysznic. Miałam tylko godzinę na całkowite ogarnięcie się. Chyba zbyt wiele sobie wyobrażałam. Sądziłam, że to będzie pierwsza randka, ale za chwilę wymazywałam tą myśl z głowy. W końcu nie wiedziałam co o tym myśleć. Miałam ogromny mętlik w głowie. Wychodząc spod gorącej wody zaczęłam przeszukiwać szafę. Ubrałam się w swoje ulubione, czarne dżinsy i białą koszulkę z logo
'The Rolling Stones'. Włosy jak zwykle miałam rozpuszczone. No i nic, czekałam dosłownie pięć minut. O dziwo, że się wyrobiłam.
   - Hej. - powiedziałam otwierając drzwi i wpuszczając chłopaka do środka.
   - Cześć. Ładne mieszkanko.
   - Dzięki. - powiedziałam zakładając kurtkę.
   - Myślałem, że powita mnie chmara psiaków. - zaśmiał się. Czy on szydzi z mojego zawodu?
   - Aż taką fanką zwierząt nie jestem. Koń mi wystarcza. - zaśmiałam się.
   - Koń? - no i masz... zaczyna się - masz konia?
   - Tak, mam. Chodźmy już. - powiedziałam z lekko sztucznym uśmiechem. Nie chciało mi się rozmawiać akurat o tym. - Więc gdzie idziemy?
   - Zmiana planów. Zamiast kawy idziemy oglądać gwiazdy. Jeśli chcesz oczywiście.
   - Żartujesz sobie. - nastała bardzo napięta cisza. - Uwielbiam oglądać gwiazdy!
Wtedy zaplusował. Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam.
Pamiętam to jakby stało się wczoraj... kocyk w Hyde Parku z widokiem na niebo, które tamtej nocy było naprawdę piękne. Leżeliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. O jego życiu i o moim. Było naprawdę cudownie. No, ale to pod koniec tego wieczora było miejsce do punktu kulminacyjnego - pocałunku. To był najlepszy pocałunek, jaki w życiu przeżyłam. Czułam go w całej sobie. Doznania podczas niego są nie do opisania, naprawdę do dzisiaj nie mogę o nim mówić, jak o czymś zupełnie normalnym. Przez całą noc nie mogłam usnąć, bo myślałam tylko o nim. Z resztą każdy nasz następny pocałunek był identyczny. Każdy był inny, ale magiczny i każdy wywoływał u nas tą samą falę uczuć. Wtedy uwierzyłam - ta piekielna, prawdziwa miłość mnie złapała. Tylko, że to był dopiero początek trudnej drogi. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Mimo to, nie poddawaliśmy się. Razem pokonywaliśmy przeszkody, oprócz jednej...
   Od jakiegoś czasu mieszkaliśmy razem. Jednak pewnego dnia coś było bardzo nie tak. Niall prawie w ogóle się do mnie nie odzywał, kiedy chciałam go przytulić czy pocałować... odsuwał się. Wtedy tak się pokłóciliśmy, że zaczął się pakować. Pożegnał mnie tymi słowami: "Nie powinniśmy nigdy tego zaczynać..." Płakałam. Przez bardzo długi czas nie mogłam się pozbierać. Codziennie dzwoniłam do niego po kilkanaście razy.  Za każdym razem odrzucał. Nie chodziłam do pracy, nie jadłam, mało spałam. Żyłam tylko na wodzie i kilku owocach. Pod oczyma pojawiły się ogromne wory, cera stała się bledsza. Oczy były wiecznie przeszklone, jakbym ćpała. Czasami wychodziłam i topiłam smutki w alkoholu. Pomagało mi to, ale tylko na chwilę. 
Pewnego wieczoru ktoś bardzo natarczywie pukał do drzwi. Z nadszarpniętą cierpliwością poszłam otworzyć. Stał w nich on. Jego mina... Boże. Do dzisiaj kuje mnie w sercu, jak o niej pomyślę. Podszedł i po prostu mnie przytulił. Tak bardzo tęskniłam za jego obecnością, zapachem, za nim. Wtedy też płakałam. Wypłakiwałam resztki tego całego gówna, które we mnie zostało. Staliśmy w mocnym uścisku, tacy niezniszczalni.
   - Musimy porozmawiać.
Przenieśliśmy się na kanapę. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy przypatrując się sobie. Wydawało mi się, że troszkę marniej wyglądał.
   - Źle wyglądasz. - powiedział w końcu. Zamknęłam oczy nie pozwalając łzom na wypłynięcie. Chwycił mnie wtedy za dłoń. Przeszedł mnie przyjemny prąd, za którym też tak bardzo tęskniłam. - Muszę powiedzieć Ci coś naprawdę ważnego, ale chcę żebyś wiedziała, że naprawdę Cię kocham i...
   - Coś się stało?
   - W ten dzień, kiedy się wyprowadziłem... nie powinienem tak robić. Zrobiłem największy błąd w moim życiu i zrozumiem jeśli mi tego nie wybaczysz. Po prostu to był dla mnie trudny moment w życiu, z którym nie mogłem się z nikim podzielić. Po prostu nie potrafiłem. - patrzyłam na niego zszokowana. - Nie chciałem Cię skrzywdzić, dlatego podjąłem taką decyzję.
   - Myślałeś, że zostawiając mnie nagle bez słowa wyjaśnienia, nie skrzywdzisz mnie? - uniosłam brwi zdziwiona.
   - Wiedziałem... ale uwierz mi. Nie chciałem Cię skrzywdzić bardziej, a prawdopodobnie  zrobię to nie raz, bo jestem tutaj i z Tobą rozmawiam. Chodzi o to, że jestem chory. Nieuleczalnie. Mam... raka. Po tomografie świeciłem się jak bożonarodzeniowa choinka.
Zastygłam. Nie wiedziałam co mam zrobić, czy płakać, czy się śmiać, czy przytulić go, czy wybiec z krzykiem. Siedziałam i wpatrywałam się w niego. W jednej chwili z szalejących myśli zrobiła się czarna dziura. Wielka nicość.
   - Ty... - wydukałam w końcu.
   - Wiem. Pewnie teraz mnie nienawidzisz, a po mojej śmierci znienawidzisz mnie jeszc...
   - ...umrzesz? - przerwałam mu zasłaniając twarz dłońmi i płacząc jak małe dziecko.
   - Przepraszam. Nie powinienem tutaj w ogóle przychodzić. Nie powinniśmy się poznawać. Nie cierpiałabyś teraz tak bardzo przeze mnie.
   - Kocham Cię kretynie.
Podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Wiedziałam, że nie zostało nam wiele dni, ale przez ten czas musieliśmy się sobą nacieszyć. Musieliśmy ŻYĆ.
   Znów mieszkaliśmy ze sobą. Każdego następnego dnia widziałam jak Niall opada z sił. Przyrzekliśmy sobie jednak, że nie będziemy na to zwracać uwagi. Cieszyliśmy się sobą. Całe dnie spędzaliśmy razem. Poświęciłam na to nawet swój urlop macierzyński. Teraz to wydaje się nawet zabawne. 
Każdego wieczoru oglądaliśmy gwiazdy. Każda spadająca gwiazda, to jedno życzenie, ciągle to samo. Modliłam się o to, żeby się spełniło. 'Żeby Niall już na zawsze był ze mną"... Oglądaliśmy wszystkie głupie filmy, słuchaliśmy najdziwniejszych piosenek, wspólnie gotowaliśmy, jeździliśmy zwiedzać kraj. Poznawaliśmy miejsca w Londynie, o których nie mięliśmy nawet pojęcia. Oglądaliśmy mecze piłki i rugby, zagraliśmy nawet w golfa. Pokazałam mu swojego konia, bo tak bardzo chciał go zobaczyć. Kupiliśmy sobie Twistband'y* ze swoimi imionami. Było naprawdę cudownie. Cieszyłam się tym okresem, ale jedna myśl nie pozwalała mi na całkowite szczęście: on niedługo odejdzie. 
Chłopacy poprosili mnie, żebym 'oddała' Niall'a w ich ręce, na jeden męski wieczór. Zgodziłam się, bo wiedziałam, że oni też są dla niego ważni. Kilka godzin później, kiedy oglądałam swój ulubiony serial, dostałam telefon od Zayn'a: "Niall jest w szpitalu. Nie będę owijał w bawełnę, jest naprawdę źle". 
Rzuciłam telefon w kąt i pobiegłam do auta. Chyba jeszcze nigdy tak szybko nie jechałam. Wtedy wydawało mi się, jakby czas stanął w miejscu. Z oczu wypływał wodospad łez, krzyczałam do samej siebie, biłam rękoma w kierownicę i wtedy zrozumiałam... on wybrał ten moment, żebym nie musiała patrzeć na to w domu. Zawsze powtarzał, żebym zapamiętała nas w danym miejscu, same świetne momenty. Dlatego nie chciał umrzeć w domu. 
Dojechałam do szpitala cała zmachana. Resztkami sił zapytałam gdzie leży. Pod salą stali chłopacy. Wszyscy mieli grobowe miny, a mnie udzieliło się to jeszcze bardziej. Za wszelką cenę chciałam do niego podejść. Pamiętam, że krzyczałam i płakałam jak opętana. Harry musiał mnie przytrzymywać. W końcu poddałam się i puściłam. Stałam i przyglądałam się jak lekarze podłączają go pod wszystkie maszyny. Oparłam się o ścianę i osunęłam. Zakryłam twarz dłońmi. Ból jaki wtedy przeżywałam był naprawdę czymś nie do opisania. Mogę porównać to do tego, jakby ktoś wyrwał mi serce, a potem każdy kolejny narząd, a ja wciąż żyję i czuję ten cholerny ból. Nagle lekarz wyszedł i poinformował nas, że możemy iść się pożegnać. Weszłam ostatnia i zamknęłam drzwi. Wszyscy okrążyliśmy jego łóżko. Patrzył na nas przymrużonymi oczyma, z lekkim uśmiechem, który pokazywał nam, jakie Niall przechodzi cierpienia. 
   - Podaj mi rękę. - wydusił. 
Zrobiłam jak prosił. Ścisnęłam ją mocno i znów zaczęłam płakać. 
   - Kocham Cię. - wyszeptałam.
Wtedy Niall wziął jeden, bardzo głęboki oddech, a jego uścisk na mojej dłoni się rozluźnił. Jego powieki bezwładnie opadły. Maszyny zaczęły wariować. Umarł... 
Zaczęłam krzyczeć, nie obchodziło mnie, że to szpital. Straciłam właśnie część siebie, straciłam swój świat. Zayn mocno mnie objął i wyniósł ze szpitala. Usiadłam na schodach i płakałam. Prawie wyrwałam sobie włosy z rozpaczy. W tamtym momencie nie miałam ochoty żyć. Obwiniałam gwiazdy za to, że nie spełniają tych cholernych życzeń. Obwiniałam cały ten niesprawiedliwy świat, obwiniałam śmierć, siebie, ludzi, wszystkich i wszystko. W pewnym momencie wstałam i po prostu poszłam do domu. Bez żadnego słowa pożegnania, wyjaśnienia. Kiedy weszłam w tak dobrze znane mi mury... ciężko mi to opisać, ale chyba każdy zna to uczucie, które nas wypełnia gdy każda rzecz przypomina nam o tym co właśnie straciliśmy. Wtedy zrozumiałam. Spadające gwiazdy spełniły moje marzenie, a Niall im w tym pomógł. On pozostanie ze mną w tych wszystkich rzeczach, które mi o nim przypominają, we wspomnieniach, w moim sercu. Na zawsze... 
   Po jego śmierci naprawdę nie było mi łatwo. Nikomu z resztą. Wzajemnie pomagaliśmy sobie z chłopakami. Pewnego wieczora Zayn przyniósł mi kopertę i powiedział, że Niall prosił go, żeby mi to wręczył dokładnie dwa tygodnie po jego śmierci. Położyłam ją na stoliku przed sobą i siedziałam wpatrując się w kawałek kartki. Nie miałam odwagi jej otworzyć. Tak bardzo chciałam przeczytać to co napisał, zobaczyć jego pismo, poczuć jego zapach, którym przesiąknęła kartka, ale... nie potrafiłam. 
W końcu sięgnęłam po kopertę i otworzyłam ją.Wyjęłam kartkę, a razem z tym poczułam jego obecność. Tak, jakby siedział obok i wpatrywał się we mnie. Zaczęłam płakać, ale to nie żadna nowość. 

Droga [T.I],

Kiedy będziesz to czytać, mnie już nie będzie. Po prostu umrę. Każdy kiedyś umrze, czyż nie?

Chciałem Ci tylko powiedzieć, że nie żałuję żadnej spędzonej chwili w twoim towarzystwie. Byłaś moim osobistym aniołem, który każdego dnia pokazywał mi niebo, dzięki czemu nie bałem się już śmierci. Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomogłaś. I jestem cholernie wdzięczny losowi, że zostałaś weterynarzem, i że ten pieprzony pies uciekł Zayn'owi. Może to był przypadek, ale nie dla mnie. To wszystko było zaplanowane w najmniejszych szczegółach. 

Najważniejsze co chciałem tutaj napisać to to, że Cię kocham. I nigdy nie przestanę. Noszę na nadgarstku twoje piękne imię, ale nie tylko tam. Mam je w sercu. Pamiętam każdą chwilę spędzoną z Tobą, każdą małą rzecz, każdy szczegół. Mam tą świadomość, że umrę właśnie z tym wszystkim w pamięci, że będę opuszczał swoje ciało myśląc o Tobie. 

Być może już się domyśliłaś... nie chciałem umierać w domu. Wtedy widziałabyś tam tylko cierpienie i śmierć, a nie te wszystkie cudowne chwile, o których pewnie marzą tysiące ludzi, którzy nie znaleźli jeszcze swojej drugiej połówki. Może jeszcze spotkasz na swojej drodze osobę do mnie podobną, może to będę ja? Odrodzę się jak superbohater. Za dużo filmów, zdecydowanie! 

Chcę tylko, żebyś pamiętała wszystko, nawet te straszne rzeczy, ale chcę żebyś wyciągała z nich to co najpiękniejsze. 

Będę umierał myśląc o twoich pięknych oczach, cudownym uśmiechu i ustach, które zbyt często mnie kusiły. O twoich włosach, które pachniały twoim ulubionym szamponem. O skórze delikatniejszej od jedwabiu, wszystkich twoich kompleksach, które tak naprawdę dodawały Ci uroku. Będę myślał po prostu o Tobie. Wtedy łatwiej mi będzie umierać, bo w głowie będę miał cały swój świat. 

Dziękuję Ci za wszystko. 
Dziękuję Ci, że byłaś, jesteś i będziesz.
I pamiętaj, że mimo śmierci, ja zawsze będę przy Tobie, a Ty zawsze będziesz w moim sercu. 
Nic nas nie rozłączy, nawet ta pieprzona śmierć.
Na zawsze Twój, 
Niall xoxo 


   Ten list - jego słowa, dały mi wskazówki na nowe jutro, pomogły mi się podnieść, uwierzyć i rozjaśnić mi wszelkie wątpliwości. Po prostu to był mój 'power', który pozwolił mi żyć. I który nadal pozwala.
Teraz opowiadam to ludziom, którzy nie wierzą w prawdziwą miłość i ludziom, którzy potrafią myśleć tylko pesymistycznie. Pokazuje im, że nawet najgorsze rzeczy wyciągają coś pięknego, co nas uczy, podtrzymuje i pokazuje nam, że tak naprawdę jest dobre. Trzeba tylko popatrzeć na to wszystko z innej strony. Ja już to zrobiłam, a Ty? 


*Twistband'y - są to gumki do włosów, które ludzie częściej noszą jako bransoletki. (Takie jakby wstążki zawiązywane na supełek)
_________________________________
Heeeej! Ten imagin chciałam zadedykować Natt Horan c:
Powiem tak... po obejrzeniu "Gwiazd naszych wina" miałam cholerną ochotę na napisanie tego typu imagina. Jednak jak zaczęłam pisać nasuwało mi się jedno pytanie: JAK?
No i troszkę się namęczyłam, nie powiem. Od jakiegoś czasu mam złe stosunki z weną. Coś się chyba nie rozumiemy. Sami z resztą widzicie tego efekty - nie są zbyt powalające. ;___;
Nie gadając już od czepy, liczę na szczere opinie w komentarzach, one strasznie pomagają. :')
Miłych wakacji misie, korzystajcie! xoxo

11 komentarzy:

  1. Co ty ze mną robisz człowieku!! Nie jestem zbytnio uczuciowa w takich rzeczach, które czytam. Ale teraz RYCZE JAK BÓBR!! Łzy leją mi się hektolitrami. Jeszcze ta piosenka boże nie mogę przestać płakać. MASZ TALENT KOBITO!! Pisz takich więcej!!

    OdpowiedzUsuń
  2. i kolejny raz dzisiaj płaczę !!!
    normalnie masakra :P
    strasznie strasznie mi sie podoba !!!
    jestes genialna i warto czekac na twoje pomysły :P
    a z weną to rozpraw się raz dwa <3
    Buziaki :P

    OdpowiedzUsuń
  3. mam pytanie :D
    możecie dodać gadżet obserwatorzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą prośbą to nie do mnie :p

      Usuń
    2. a nie mogłabyś przekazać tego "szefowej"?

      Usuń
  4. Nie no nie moge rozryczałam się na dobre. Dla mnie ten imagin jest bardzo wyjątkowy bo pokazuje, że nie można się poddawać gdy przydarzy nam się coś złego i przykrego tylko iść do przodu. Mam nadzieje że nie tylko ja tak sądzę.
    A teraz z innej beczki. Nie chce złamać waszego regulaminu ale jeśli tak się stanie jeśli zamieszczę tu link na swoje opowiadanie to przepraszam. Obiecuje się poprawić i przeczytam wasz regulamin.
    wywh-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. BożeBożeBożeBożeBożeBożeBożeBożeBożeBożeBożeBoże <33333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski.! Bardzo mi się podoba. :3 Szczególnie dlatego że bardzo koffam Horana! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I jest akcent z TFIOS <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Płaczę. Ryczę. Mam całą mokrą poduszkę. Boże, nienawidzę tego.... Ale kocham takie imaginy. Dziękuję za to

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3