wtorek, 26 sierpnia 2014

Severn Hundred Twenty Four

Przypominam o naborze! Imaginy wysyłać możecie na adres k.furmanek3@gmail.com         

Kiedy miałam 16 lat, zakochałam się w chłopcu o imieniu Harry.
Byliśmy dla siebie stworzeni, a nasze dłonie idealnie do siebie pasowały. 
Jednak on następnego dnia, nie pamiętał, jak mam na imię.
Muzyka
To był jeden z tych dni, których zdecydowanie nie lubiła większość ludzi. Mimo, iż słońce spowiły szare, kłębiaste chmury, powietrze było ciężkie i zdawać by się mogło, że zaczynało go brakować.
Alice przechadzała się samotnie po parku, jak często miała w zwyczaju. Jej mama już dawno zaakceptowała fakt, iż była samotniczką. Wiatr miał problem, by unieść zeschnięte liście wyżej, niż na kilka centymetrów. Gładko sunęły po wilgotnej ziemi, zahaczając o wystające z niej drobne kamienie. Alice właściwie nie wiedziała, co powinna robić. Nie teraz. Ale w przyszłości. Nie potrafiła sobie wyobrazić swojego życia za kilkanaście lat, kiedy kopała po dróżce płaski kamyk. Głowę miała opuszczoną, a ręce głęboko wsadzone w kieszenie jej ulubionych, granatowych dżinsów, które zdecydowanie już dawno temu miały znaleźć się w koszu. Nagle kamyczek, który pozostał na kilka metrów przed dziewczyną, zniknął. Ta podniosła wzrok, by zobaczyć smukłą, wysoką sylwetkę i te zielone oczy, lustrujące obiekt, przemieszczający się pomiędzy długimi palcami chłopaka. Uśmiechnął się sam do siebie, chowając go do kieszeni, po czym ruszył przed siebie. Alice zamrugała kilka razy. Nieznajomy zniknął z pola widzenia, jakby rozpływając się w ciężkim, letnim powietrzu.
Ale to był ten dzień.
Kilka dni później, o tej samej porze Alice przechodziła tą samą ścieżką, jednak kopiąc inny kamień. Wtedy, zupełnie niespodziewanie przed nią wyrósł, jak z podziemi, nieznajomy chłopak. Uśmiechnął się szeroko, wyciągając dłoń, na której ułożony był kamyczek. Alice zachichotała.
- Chciałem oddać ci zgubę - oznajmił, a na dźwięk głębokiego, lekko zachrypniętego głosu i powolnej mowy, dziewczynę przeszły ciarki.
- Nnnie trzeba - mruknęła cicho, przygryzając wargę, by powstrzymać uśmiech.
- Harry! Stary, Hazz! - krzyczał ktoś z daleka, idąc w ich stronę.
Oboje obrócili się, lecz zaraz ponownie ich hipnotyzujące spojrzenia się spotkały.
- Po prostu... Daj mi swój numer - odparł, a Alice pokiwała niepewnie głową. Chłopak podał jej swój telefon, by ta trzęsącymi się dłońmi wpisała ciąg kilkunastu liczb, a następnie zapisała je pod nazwą Nieznajoma.
- Hazz! - powiedział ktoś, łapiąc chłopaka za ramię.
- Kim jesteś? - zapytał ten, a mężczyzna zacisnął oczy, wzdychając.
- Po prostu chodź ze mną, ok?
Po tym zdarzeniu telefon Alice milczał kilka dni. To wcale nie było tak, że ona czekała, aż zadzwoni. Oczywiście, że nie. Ale miała nadzieję, jeszcze raz być powodem tego uroczego uśmiechu. Tylko tyle.
Zadzwonił po 8 dniach i nie, Alice wcale nie liczyła. Po prostu miała dobrą pamięć.
- Cześć, nieznajoma - zaczął pytającym tonem.
- Cześć, Harry - odetchnęła, bawiąc się nitką wystającą z nogawki jej wąskich spodni.
- Skąd znasz moje imię? - zapytał.
- Ten człowiek w parku, on, on powiedział do ciebie Harry, więc pomyślałam...
- Jak brzmi twoje imię? - przerwał dziewczynie, a ta uśmiechnęła się lekko.
- Alice. Mam na imię Alice.
- Cóż, Alice. Odnoszę dziwne wrażenie, iż zobaczymy się w dziś o godzinie 19.00 w The Five Fields - powiedział, a w jego głosie dało się usłyszeć nutkę rozbawienia.
- Oh, oczywiście, Harry - zachichotała. - Nie lubię spóźnialskich.
- Nie lubię makijażu.
- Do zobaczenia, Harry.
- Do zobaczenia, Alice.
Alice uśmiechnęła się, otwierając szafę, kiedy stojąca w progu pokoju matka przyglądała się jej zaciekawiona.
- Czy jest coś, o czym chciałabyś mi powiedzieć, kochanie? - zapytała, a dziewczyna pokiwała głową, uśmiechając się szeroko.
- Idę na randkę - oznajmiła, a jej mama wciągnęła głośno powietrze.
- To niesamowite! Co ubierzesz? - usiadła na łóżku córki, naprawdę szczęśliwa.
- Nie mam nic eleganckiego, idziemy do The Five Fields - stwierdziła Alice, przeglądając ubrania.
- Hmm, myślę, że mam coś idealnego - stwierdziła matka 16-latni, oplatając swoje palce wokół nadgarstka dziewczyny i pociągnęła ją do swojej sypialni, by z dna szafy wyjąć przepiękną sukienkę, do której dobrały wszystkie dodatki, kłócąc się o buty, by ostatecznie wygrała Alice, a następnie ułożyły fryzurę.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że to siebie widzi w lustrze. Wyglądała przepięknie. Mama ucałowała jej pulchny policzek, a następnia 16-latka wsiadła do taksówki, by punktualnie o 19.00 stanąć pod daszkiem The Five Fields. Harry wyłonił się kilkanaście sekund później zza rogu, ubrany w czarny garnitur, niosąc w ręce bukiet żółtych tulipanów, ale Alice nawet nie zwróciła na nie uwagi, ponieważ on uśmiechał się tak pięknie.
- To dla ciebie - oznajmił, podając dziewczynie kwiaty.
- Są piękne - uśmiechnęła się nieśmiało w podziękowaniu.
- Tak, jak ty - odparł, gestem ręki zapraszając ją do środka.
- Co podać? - zapytała kelnerka, kiedy już usiedli przy ładnie przystrojonym stoliku.
- Um, poproszę risotto ze szparagami - mruknęła, a Harry zaśmiał się cicho.
- Dwa razy - dodał, uśmiechając się do kobiety. - I butelkę wytrawnego, czerwonego wina - zachichotał utrzymując kontakt wzrokowy z Alice, a ona przewróciła żartobliwie oczami.
- Za miły wieczór.
- Za miły wieczór - powiedzieli chwilę potem, stukając swoimi kieliszkami.
Kilka tygodzni później Alice była jego dziewczyną, a Harry był jej chłopakiem. Tamtego dnia Alice szła właśnie do Harry'ego, kopiąc kamień czubkiem swojego buta. Dom chłopaka był typowym angielskim domem. Ceglany, z pomalowaną na biało elewacją pierwszego piętra i brązową dachówką. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, pukając. Drzwi otworzyła jej Anne, którą 16-latka miała okazję poznać już wcześniej. Kobieta pokręciła z rozpaczą głową, a po jej przekrwionych oczach można było się domyśleć, że płakała. Gestem zaprosiła Alice do środka, więc ta powoli przekroczyła próg domu Stylesów i weszła do salonu, gdzie siedziała już Gemma. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno do 16-latki.
- Gdzie Harry? - zapytała Alice.
- Usiądź, musimy pogadać - westchnęła siostra chłopaka, masując skronie. Serce Alice przyśpieszyło swój rytm, jakby zwiastując coś złego.
Anne usiadła koło dziewczyny, obejmując ją pocieszająco ramieniem i pogłaskała ją po głowie.
- Stało się coś? - zapytała zaniepokojona dziewczyna. Gemma i jej matka odetchnęły.
- Harry, cóż - 22-latka próbowała znaleźć odpowiednie słowa. - On jest chory, Alice. To znaczy, to nic poważnego - nastolatka uśmiechnęła się lekko z ulgą. - Ale... Harry, mój brat, on... Choruje na Alzheimera.
Gemma przygryzła wargę, a w pokoju zapadła głucha cisza. Alice pokręciła głową, wstając.
- Nie - powiedziała twardo. - On nie może, przecież jest za młody, nie, to niemożliwe. On nie może! - mówiła, jak w amoku, a jej głos załamywał się z każdym kolejny słowem.
- Takich przypadków, jak Harry jest niewiele, ale one się zdarzają. Przykro mi, Alice - szepnęła Anne.
- Czy on... On mnie nie pamięta, prawda? - spytała cicho 16-latka.
- Tylko dziś, Alice. Przypomni sobie. Przypomina sobie o osobach, które kocha - odparła pocieszającym tonem siostra Harry'ego, a Alice osunęła się po ścianie.
- A co, jeśli nie? Jeśli sobie nie przypomni? Będę musiała odejść? - po jej policzkach popłynęły łzy.
- Nie - powiedziała twardo Anne. Kochała swojego syna, a widząc go szczęśliwego przy boku Alice nie mogła być bardziej radosna.
Po tej rozmowie telefon Harry'ego ani razu nie wyświetlił nazwy Nieznajoma. Za to telefon Alice nie przestawał gasnąć, kiedy ona moczyła poduszkę swoimi łzami.
Otworzyła mama Alice. Wpuściła chłopaka do środka i pokierowała go do pokoju jej córki. Zapukał lekko, po czym uzyskał nieco zachrypnięte proszę, więc nacisnął pozłacaną klamkę, a drzwi ustąpiły. Alice stała naprzeciw chłopaka, lekko oszołomiona jego widokiem. Był ostatnią osobą, którą spodziewała się gościć w swoim pokoju tego dnia.
- Ja chcę tylko wiedzieć, co zrobiłem źle - wzruszył ramionami, spuszczając głowę.
- Oh - jęknęła dziewczyna, szlochając. Przyciągnęła do siebie chłopaka i schowała jego twarz w swoim ramieniu, przeczesując palcami jego włosy. - Nic Hazz. Jesteś idealny.
I wtedy to do niej trafiło. Pokochała Harry'ego. Niezależnie od tego, czy był chory, czy nie. Pokochała go.
- Więc dlaczego mnie zostawiłaś? - szepnął, zaciskając dłonie na jej koszulce.
- Ja tylko... przepraszam, skarbie. Nigdy więcej tego nie zrobię, dobrze? - zapytała, a chłopak pokiwał głową.
Nigdy?
Nigdy.
Ich ostatniego dnia mieli spotkać się w parku, ale Harry nie pojawił się w umówionym miejscu. Zmartwiona dziewczyna pół godziny później, zapukała do drzwi jego domu. Otworzył je, a na usta Alice od razu wkradł się szeroki uśmiech.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytał, a 16-latka lekko oszołomiona zmierzyła chłopaka wzrokiem, chichotcząc nerwowo.
- Hazz? Umówiliśmy się w parku, zapomniałeś? - odparła, a jej głos lekko się trząsł.
- Przepraszam, ale ja cię nie znam - oznajmił, wzruszając ramionami. Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze, kręcąc głową, kiedy w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie, nie Hazz. Jestem przecież, Hazz. Jestem twoją dziewczyną. Nie rób mi tego - szepnęła, zakrywając rękawem bluzy usta, aby nie wydostał się z nich szloch.
- To chyba pomyłka - uśmiechnął się szeroko, po czym zamknął drzwi.
Alice długo stała, patrząc na drewnianą płytę. Samotna łza spłynęła po jej policzku, by wsiąknąć w białą, bawełnianą koszulkę Harry'ego. 16-latka zaśmiała się ironicznie. Wiedziała, że to nie miało się udać. Wiedziała, że to nie miało prawa istnieć. Ale pokochała ochrypnięty głos, zbyt długie włosy, duże stopy i nieśmieszne żarty Harry'ego , pokochała jego nieobecny wzrok, dołeczki, smukłą sylwetkę. Pokochała to, jak przeczesywał jej włosy swoimi palcami i to, jak delikatnie całował kostki jej ręki, kiedy ich dłonie były splecione.
Wracając do domu, ominęła park. Trzymając rękę w kieszeni mocno ściskała w niej kamyk. Wiart osuszył jej mokre policzki, a na ustach zagościł lekki uśmiech, którym obdarzała przypadkowych przechodniów.
Alice zatrzasnęła drzwi, od razu wbiegając na piętro. Jej mama wyszła z kuchni i rozejrzała się, zdezorientowana. Podążyła na córką, kiedy ta położyła się na łóżko i zaczęła głośno płakać.
- Skarbie? - szepnęła rodzicielka dziewczyny, stając w progu ze zmartwioną miną. Usiadła na skraju materaca, lekko głaszcząc Alice po plecach. 16-latka zaszlochała, mocniej przyciągając do siebie poduszkę.
- On, mamo, on... - wydukała. - Ja go kocham.
- Oh, słońce - westchnęła kobieta, po czym położyła się na łóżku i zgarnęła córkę w ramiona.
- Nie pamięta mnie mamo, nie pamięta.
- Shh, już dobrze skarbie. Daj mu czas.
- Ale to tak boli - jęknęła dziewczyna, mocniej wtulając się w pierś matki. - Nie chcę być zapomniana, nie przez niego!
- Będzie dobrze skarbie, obiecuję.
Od tego czasu Alice nie widziała Harry'ego. Być może zapomniał. Być może nie kochał jej na tyle, by sobie przypomnieć. Ale to nie było ważne. Bo przez te kilka tygodni Harry miał kogoś, kto był z nim dla niego. Kto zapomniał o jego chorobie, kto pokochał go takim, jakim był. Z każdym jego błędem. A Alice miała kogoś, komu dawała się kochać. O kim marzyła, że będzie z nią do końca życia, trzymając jej ciało w swoich ramionach, podczas deszczowych dni, lub rankiem parząc kawę w ich wspólnej kuchni.
- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? - spytał Krzyś ściskając Misiowi łapkę - Co wtedy?
- Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek  - posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha to ten ktoś nigdy nie znika tylko siedzi gdzieś i czeka na ciebie. 

Cześć, więc mam nadzieję, że cokolwiek zrozumieliście, lol
Inspiracją do powstania tej pracy była piosenka Eda Sheerana, Afire Love oraz historia, która przydarzyła się bardzo bliskiej mi osobie. Wiem, że imagin jest odrobinę pogmatwany, ale cóż, chyba taki urok moich prac ;) Piszcie, czy wam się podobało :)
ASK :)
Asia :) xxx

9 komentarzy:

  1. Cudowny *__* Trochę się popłakałam na końcówce...

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej teraz to płacze.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie mogę przestać płakać...naprawdę nie mogę.Tak się wciągnęłam w rolę bohaterów ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę genialny *_*
    Jaki nabór? :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabór na autorki, mamy 5 wolnych miejsc ;)

      Usuń
  5. Świetny wyciskacz łez ;)

    Zapraszam też do siebie. xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże cudowny :''C !

    OdpowiedzUsuń
  7. Kubuś Puchatek, bajka mojego dzieciństwa, aż sięgnęłam po książke i ryczałam po mimo tego ze bajeczka ma szczęśliwe zakończenie

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3