środa, 21 stycznia 2015

Seven Hundred Thirty Four

 -Przestań dzwonić. (...) Nie, nie porozmawiasz z Amber -usłyszałam głos mojej mamy. Z kim ona rozmawia?
 Moja rodzicielka odłożyła swój telefon na szafkę i odwróciła się w moją stronę. Nie przewidziała tego, że zjawię się w korytarzu. 
 -Kto dzwonił? -spytałam spokojnie. 
 -Nieważne -próbowała się uśmiechać.
 Jednak ważne. Może to był ktoś z mojego "dawnego" życia. O co chodzi? 28 marca, 2014 jechałam z moim tatą na zakupy, chcieliśmy kupić coś na urodziny mamy. Kupiliśmy jej naszyjnik i perfumy. Kiedy wracaliśmy zza rogu wyjechał tir. Mój tata niestety, odszedł. Ja natomiast straciłam pamięć, złamałam rękę i miałam pełno siniaków. Teraz nie mam wielu znajomych. A ten ktoś kto dzwonił musiał być ewidentnie moim znajomym.
 -Obiecaj mi, że nie będziesz próbowała się dowiedzieć -przytaknęłam. -To dobrze, ja muszę lecieć do pracy.
 Cmoknęła mój policzek i założyła buty. Chwyciła torebkę i klucze. Tyle ją widziałam. Sama postanowiłam pooglądać jakiś serial. Po dwóch odcinkach ciekawość wzięła górę. Podeszłam do telefonu i wybrałam numer. Przez chwilę wahałam się, ale raz się żyję. Kliknęłam słuchawkę i przełożyłam telefon do ucha. Po kilku minutach odezwał się ciepły głos. 
 -Halo? 
 -Em.. Z tej strony Amber. 
 -Amber!? To naprawdę ty? 
 -E... Tak to ja. Moja mama nie pozwala ci się ze kontaktować, ale ja chce się z tobą spotkać -powiedziałam pewnie. 
 -Nawet nie wiesz jak się cieszę! Kiedy masz czas?
 -Najlepiej dzisiaj, teraz. Mama wyszła do pracy.
 -W "One Moment", za pół godziny? -wymamrotałam.
 Chłopak potwierdził, a ja wspięłam się na górę. Chyba nie pójdę w dresach i podartej koszulce?
 Wzięłam szybki prysznic, założyłam biały t-shirt z jakimś napisem i czarne zwężane rurki. Nałożyłam leciutki makijaż i spojrzałam na telefon, mam 10 minut na dotarcie do kawiarni. Zgarnęłam pieniądze i telefon po czym założyłam conversy. Wyszłam z domu, zamykając dokładnie drzwi. Spacerkiem doszłam do umówionego miejsca. Zdecydowanym krokiem popchnęłam drzwi i rozejrzałam się po kawiarni. Nagle podbiegł do mnie szatyn. Złapał mnie za rękę i przycisnął do swojego ciała. Ludzie patrzyli na nas jak na idiotów. Lekko odepchnęłam go od siebie, a on pociągnął mnie w stronę stolika. Żadnego "cześć"?
 -Nie pamiętasz mnie prawda? Jestem Liam, i ja...ja byłem twoim byłym chłopakiem -powiedział, a mnie zatkało. Jedyny powód, dlaczego tu jestem, jest taki, że nic nie pamiętam.
 -Nie wiem co mam mówić -przyznałam, ale chwilę potem ugryzłam się w język.
 -Nie szkodzi -uśmiechnął się. -Nawet nie wiesz jaką radość mi sprawia to, że tu jesteś. Tęskniłem za tobą.
 -Kiedy ze sobą zerwaliśmy? -spytałam prosto z mostu.
 -W styczniu, trzy miesiące przed twoim wypadkiem -posmutniał, ale po chwili jego uśmiech wrócił. -Wyjdziemy na spacer?
 Chętnie się zgodziłam. Spacerowaliśmy po ogromnym parku, z Liam'em miałam dużo wspólnych tematów. Kiedy zbliżała się 18 musiałam wracać. Szatyn odprowadził mnie pod sam dom, na szczęście mama jeszcze nie wróciła. Wymieniłam się z chłopakiem numerami i weszłam do domu. Oczywiście, nie obyło się bez przytulenia, ale nie przeszkadzało mi to. Kiedy tylko weszłam do domu i zdjęłam buty, walnęłam się na sofę w salonie. To był bardzo zakręcony dzień. Po kilku minutach leżenia, zaburczało mi w brzuchu. Chwyciłam swój telefon i zamówiłam pizzę. Przyjechała dopiero po trzydziestu minutach. Zjadłam kilka kawałków, a resztę zostawiłam w salonie na stole. Pobiegłam na górę i wzięłam laptopa. Na jednym z serwisów społecznościowych wyszukałam jego imię i nazwisko. Weszłam w galerię, na zdjęciach często pojawiałam się ja. Czy chłopcy nie usuwają zdjęć po rozstaniu? Dokładnie obejrzałam każde z nich, wyglądaliśmy całkiem...słodko. Wiem, że na razie nie będziemy parą, ale przyjaciółmi? Kto wie. Przejrzałam jeszcze jego profil. Wychodzi na to, że ma dużo przyjaciół, albo kolegów. 
 Około godziny 21 odłożyłam laptopa, wzięłam piżamę i poszłam wziąć relaksujący prysznic. Kiedy wróciłam do pokoju, zauważyłam, że dostałam sms'a. Przejechałam palcem po ekranie i odczytałam wiadomość. 
 Nieznany: Dziękuję za dzisiaj. Nie sądziłem, że poświęcisz dla mnie tyle czasu. Do jutra (mam nadzieję) :) Ah, i dobranoc xx 
 Uśmiech mimowolnie wkradł mi się na twarz. Odpisałam mu to samo i położyłam się do łóżka. Przewracałam się z boku na bok do godziny pierwszej. Potem zapadłam w głęboki sen. 

*** 
 -Amber! Musisz iść na zakupy! Wstawaj! -krzyczała moja matka. Człowieku, daj mi pospać.
Niechętnie zwlokłam się z łóżka i otworzyłam drzwi, ujrzałam mamę, która chciała znowu uderzyć w drzwi. Pośpieszyła mnie i sama zeszła na dół. Ja wybrałam jakąś bluzę i jeansy. Miałam wyjść tylko na zakupy. Poczesałam włosy i nie robiłam żadnego makijażu. Mam nadzieję, że nikt ze znajomych mnie nie zobaczy. W tej bluzie wyglądałam jak worek ziemniaków. Zeszłam na dół i poprosiłam o listę i pieniądze. Wsadziłam telefon do kieszeni i wyszłam z domu. Szybko pokonywałam ulice i wreszcie doszłam do celu. Weszłam do sklepu i od razu poszłam do działu z owocami. Właśnie miałam wziąć banany, kiedy ktoś puknął moje ramię. Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Liam'a.
 -Cześć -pomachał mi, mimo że stałam tuż obok niego.
 -Hej. Śledzisz mnie? -spytałam, ale zaraz razem wybuchnęliśmy śmiechem.
 -Co tutaj robisz? Oh, świetnie wyglądasz.
 -W supermarketach zazwyczaj robi się zakupy, więc... -zaśmiałam się. - Nie sądzę, ale dziękuję.
 -No tak. Głupie pytanie -uderzył się w czoło. -Po zakupach zapraszam cię na pizzę. Co ty na to?
 -Jasne, ale muszę odnieść zakupy do domu. A tam jest moja mama. -oznajmiłam. -Ale, ty pójdziesz już do pizzeri, a ja dojdę do ciebie.
 Szatyn uśmiecha się i kończymy zakupy razem.

***
Zaniosłam zakupy do domu i stwierdziłam, że muszę się przebrać. Założyłam czerwoną koszulę w kratę i jasne zwężane jeansy. Nałożyłam makijaż i powiedziałam mamie, że wychodzę. W międzyczasie napisałam do koleżanki czy w razie powie mojej matce, że jestem z nią. Zgodziła się, i to najważniejsze. Chwyciłam jakieś drobniaki do kieszeni i wyszłam z domu. Do pizzeri doszłam w piętnaście minut, miałam nadzieję, że Liam nie czekał długo. Uświadomiłam sobie, że nie umówiliśmy się w dokładnej restauracji. Miałam ochotę uderzyć się w czoło. Wpadłam do Pizzy Hut, kiedy usłyszałam głos.
 -Tutaj! -odwracam się na pięcie i widzę szatyna. Odetchnęłam z ulgą i usiadłam obok niego.
 Zamówiliśmy pizzę z wieloma dodatkami i zaczęliśmy rozmowę. W pewnym momencie chłopak chwycił mnie za rękę i spojrzał w oczy.
 -Wiem, że nie poznałaś mnie jeszcze dobrze, ale ja cię kocham. Ciągle kochałem, nigdy nie przestałem. Proszę, daj mi jedną szansę. Może mnie nie kochasz, ale daj mi szansę, abym cię rozkochał w sobie. Jedną jedyną szansę -ostanie słowa wyszeptał.
 Dam mu tę szansę. Decyzję podjęłam bardzo szybko.
 -Myślę, że okay -uśmiechnęłam się lekko, a on mnie mocno przytulił.
 -Kocham Cię -wyszeptał prosto w moje włosy. 



2 komentarze:

  1. wreszcie mój ulubiony blog wraca w wielkim stylu ;)
    znaczy się imagin trochę szablonowy ale na pewno dopiero się rozkręcacie ;)
    do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś taki za słodki :/ no, ale jak zwykle - życzę weny przy pisaniu kolejnych!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3