piątek, 23 stycznia 2015

Seven Hundred Thirty Six



- Nie wierzę! - Pisnęłaś do słuchawki. Właśnie się dowiedziałaś, że twój tata wraca z delegacji z Anglii. Ogromnie się cieszyłaś, ponieważ przez całe pół roku dzielił was ocean atlantycki.
- Ale nie będę sam. - Dodał twój tata, na co uśmiech zszedł ci z twarzy.
- Jak to nie będziesz sam? - Zrobiłaś duże oczy. Czyżby twój tata miał inną kobietę i rozwodził się z mamą? Pokręciłaś głową i odgoniłaś od siebie tę myśl. Przecież nic dziwnego przez ostatni czas się nie działo, wszystko było tak jak zawsze i nawet mama nie była smutna, bo jakby się dowiedziała o zdradzie, to chyba by była nie?
- Leci ze mną najstarszy syn moje kolegi, wiesz pana Mark'a. Przedstawiłem wam go jak kiedyś rozmawialiśmy na skypie. Ten jego syn, to fajny chłopak i bardzo chciał zobaczyć Nowy Jork, dlatego tak sobie pomyślałem, że skoro tobie zaczęły się wakacje, to mogłabyś oprowadzić Louis'a po mieście. - Powiedział, a ty stałaś osłupiała i nie wiedziałaś co powiedzieć. - Nie chcę ci już więcej przeszkadzać, poza tym muszę się przygotować do podróży, dlatego będę już kończyć. Pa skarbie. - Usłyszałaś słowa taty i sygnał zakończenia rozmowy. Włożyłaś telefon do kieszeni swoich spodenek i przeszłaś do kuchni.
- Co się stało? - Mama popatrzyła się na ciebie. Na twojej twarzy automatycznie pojawił się wielki uśmiech i rzuciłaś się na szyję rodzicielki.
- Tata do nas wraca. - Szepnęłaś do ucha kobiecie i zaczęłyście się śmiać, a ty poczułaś jak po twoim policzku spływa łza. Wreszcie po 6 miesiącach zobaczysz swojego ojca. I będziesz  mogła go przytulić i z nim porozmawiać tak twarzą w twarz.
***
- Gdzie on jest? - Rozglądałaś się po lotnisku jak jakieś pięcioletnie dziecko.
- Uspokój się (T.I) - Twoja mama się zaśmiała. - Poza tym powinnaś się zapytać 'gdzie oni są' - Dodała trochę ciszej, a słowo 'oni' podkreśliła. Po jej wypowiedzi twój uśmiech stał się mniejszy, ale i tak cieszyłaś się, że zobaczysz tatę.
- Jest! Widzę ich! - Krzyknęłaś, przez co niektórzy zatrzymali się i popatrzyli na ciebie, jak na wariatkę. Nic sobie z tego nie zrobiłaś i co tchu popędziłaś przez tłum w stronę wysokiego i postawnego bruneta. - Tata! - Krzyknęłaś i rzuciłaś się mężczyźnie na szyję. Twój rodzic się zaśmiał, ale mocniej objął cię w pasie i obrócił się dookoła własnej osi, przez co cicho pisnęłaś.
- Cześć księżniczko. - Odstawił cię na ziemię i pocałował w czoło.
- William. - Obok ciebie pojawiła się twoja mama i wtuliła się w bruneta.
- Jane. - Szepnął twój tata i pogłaskał swoją żonę po plecach, a później delikatnie pocałował.
- Jesteśmy wszyscy? - Na pytanie twojej mamy tata kiwnął głową i ruszyliście w stronę samochodu. Cały czas rozmawiałaś z tatą i w ogóle nie przejmowałaś się wysokim szatynem o szaro-niebieskich oczach, który szedł po prawej stronie twojego rodzica. Sprawnie załadowaliście się do samochodu i szybko przejechaliście pod wasz dom. Weszliście do środka i przeszliście do salonu, a twoja mama zniknęła w kuchni.
- (T.I) poznaj Louis'a. - Bez żadnych ceregieli twój tata przedstawił ci chłopaka, który siedział na przeciw ciebie. Kiedy wasze wzroki się spotkały delikatnie się uśmiechnął, na co odpowiedziałaś, ale nadal byłaś do niego sceptycznie przedstawiona. - Louis bardzo chciał zwiedzić Nowy Jork, dlatego myślę, że mogłabyś mu pokazać co nieco w naszym mieście co? - Twój tata popatrzył się na ciebie.
- Tak, tak... Jasne. - Delikatnie się do niego uśmiechnęłaś. Nie chciałaś się z nim kłócić, bo po pierwsze dopiero wrócił, a po drugie kłótnia z nim nic by nie dała.
- To (T.I) zaprowadź Louis'a do pokoju gościnnego na górę, a tata pójdzie się w spokoju rozpakować. - Do salonu weszła twoja mama.
- Dobrze. - Odpowiedziałaś rodzicielce. - Chodź. - Zwróciłaś się do szatyna, który bez słowa poszedł za tobą. Poczekałaś na niego w korytarzu i kiedy zabrał ze sobą swoje rzeczy ruszyliście na piętro. Skręciłaś w lewo i podeszłaś do drzwi znajdujących się po twojej stronie lewej stronie i jednym sprawnym ruchem je otworzyłaś. Pokój był utrzymany w kolorze brązowo-beżowym. Znajdowało się w nim łóżko, komoda, biurko, szafa, półka z książkami, oraz etażerka, na której stała lampka nocna.
- Oto twój pokój. - Wskazałaś ręką pomieszczenie, do którego weszłaś razem z chłopakiem. Szatyn położył swoją walizkę na łóżku i obrócił się w twoją stronę.
- Jeśli byś czego potrzebował, to na wprost jest mój pokój. Drzwi naprzeciw schodów prowadzą do łazienki, a po drugiej stronie korytarza jest sypialnia moich rodziców. Jesteś zmęczony po podróży nie?
- Tak trochę. - Delikatnie się uśmiechnął.
- Tak myślałam. Dzisiaj odpuścimy sobie zwiedzanie miasta, żebyś mógł trochę odpocząć i oswoić się z nowym miejscem, a teraz zostawię cię samego, żebyś się mógł w spokoju rozpakować. Jakby co to wiesz. Pokój naprzeciwko. - Uśmiechnęłaś się do niego i już miałaś wyjść, kiedy usłyszałaś głos chłopaka.
- (T.I).
- Tak? - Odwróciłaś się do niego przodem.
- Dziękuję. Wiem, że nie za bardzo ci się uśmiecha pokazywanie mi miasta, a mimo to będziesz to robić.
- Nie dziękuj. Wydajesz się być spoko, a ja nie mam żadnych planów i pokazywanie ci Jorku jak dla mnie jest lepszym pomysłem niż tkwienie przed laptopem. - Odparłaś i przeszłaś do swojego pokoju.
***
To już jutro. Jutro Louis leci z powrotem do Londynu. Nie mogłaś uwierzyć w to, że miesiąc wakacji i czasu spędzonego z chłopakiem tak szybko minął. Leżałaś na łóżku i patrzyłaś się w sufit. Na początku nie byłaś przekonana do jego osoby, ale przez ten miesiąc bardzo go polubiłaś i ci się spodobał. Tak... Zakochałaś się w nim. Leżałaś tak dosyć długo i myślałaś nad całym swoim życiem, kiedy usłyszałaś jak ktoś puka do drzwi, a następnie lekko je uchyla. Usiadłaś i zobaczyłaś w szparze głowę chłopaka. Szeroko się do niego uśmiechnęłaś i poklepałaś miejsce obok siebie. Louis cicho wszedł do twojego pokoju, zamknął za sobą drzwi i usiadł na wprost ciebie.
- Coś się stało Lou? - Przypatrzyłaś się szatynowi.
- Tak... Nie... Yyyy... - Gubił się w tym co mówił i unikał twojego wzroku. Chwyciłaś jego podbródek tak, że musiał się na ciebie patrzeć.
- Co się stało? - Powiedziałaś spokojnie i delikatnie się uśmiechnęłaś.
- Zakochałem się w tobie. - Powiedział na jednym wdechu i wypuścił z ust powietrze. - Kocham cię (T.I). Właśnie to chciałem ci powiedzieć. - Patrzyłaś się na chłopaka z niedowierzaniem. Nic nie powiedziałaś, dlatego mówił dalej. - Już od pierwszego dnia mi się spodobałaś, a później moje uczucia do ciebie tylko się pogłębiały. Ja wiem, że związki na odległość w większości przypadków nie mają szans, ale.... Zostaniesz moją dziewczyną (T.I)? - Chłopak spojrzał ci w oczy, w których dostrzegłaś strach i nadzieję.
- Nie... - Wyszeptałaś. - Przepraszam cię, ale nie. Może w przyszłości kiedyś tam tak, ale teraz... Ty jutro wyjeżdżasz Lou, a ja zostaje tutaj. Nie bądź na mnie zły, ale ja chce, żeby mój chłopak, był przy mnie, a nie za oceanem. Przepraszam... - Wyszeptałaś i odwróciłaś twarz. Zacisnęłaś mocno powieki, aby się nie rozpłakać i siedziałaś. Szatyn nic nie powiedział. Głośno westchnął i opuścił twój pokój. Wtedy opadłaś na łóżko, schowałaś twarz w poduszce i pozwoliłaś łzom opuścić twoje ciało.
Obudziłaś się o siódmej. Szybko się ogarnęłaś, ponieważ nie chciałaś, aby ktoś widział, że płakałaś. Nie chciałaś, żeby Louis to widział. W dresie zeszłaś na dół. Chłopak razem z twoim tatą byli w przedpokoju gotowi do wyjścia.
- A ty nie jedziesz z nami? - Twój tata dziwnie się na ciebie popatrzył.
- Nie. Źle się czuję. - Odparłaś. - Cześć Louis. - Delikatnie go przytuliłaś i przeszłaś do salonu. Usłyszałaś ciche trzaśnięcie drzwiami i po chwili w oknie widziałaś tatę i chłopaka, jak wsiadali do samochodu. Kiedy pojazd zniknął z twojego pola widzenia usiadłaś na ziemi, podciągnęłaś do siebie kolana, schowałaś twarz w dłoniach i się rozpłakałaś. Niedługo po tym poczułaś jak ktoś kuca przed tobą, a następnie zamyka w szczelnym uścisku.
***
Sobota rano. Niechętnie zwlekłaś się z łóżka i poszłaś do łazienki. Widok jaki zobaczyłaś w lusterku wcale cię nie zdziwił. Rozwichrzone włosy i opuchnięte oczy, to była norma. Dwa miesiące temu Louis wyjechał do domu, a ty cały czas nie mogłaś się z tym pogodzić i płakałaś po nocach. Rozczesałaś włosy, które spięłaś w wysokiego kucyka, zrobiłaś sobie lekki makijaż i przeszłaś z powrotem do pokoju. Wyjęłaś z szafy ubrania, które miałaś w planach założyć, kiedy usłyszałaś krzyk mamy.
- (T.I) jadę z tatą do sklepu, a do ciebie ktoś przyszedł, więc się pośpiesz!
- Już idę! - Odkrzyknęłaś i szybko się przebrałaś. Zbiegłaś po schodach na dół i to kogo zobaczyłaś całkowicie zbiło cię z tropu. Przed tobą stał Louis i delikatnie się do ciebie uśmiechał.
- Cześć.
- Lou? Co ty tutaj robisz? - Powoli do niego podeszłaś.
- W tym roku zacząłem studia i postanowiłem rozpocząć je tutaj.
- Naprawdę? - Na twoje pytanie chłopak kiwnął głową. - Dlaczego postanowiłeś studiować tutaj Loui?
- Bo chcę być blisko ciebie (T.I). Nadal cię kocham. - Chwycił cię za rękę. Mocno przytuliłaś się do szatyna, który oplótł cię rękami w pasie.
- Też cię kocham Lou. - Wyszeptałaś i popatrzyłaś się na szatyna, który uśmiechnął się do ciebie.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak. - Szeroko się do niego uśmiechnęłaś. Szarooki powoli zbliżył swoją twarz do twojej i złączył wasze usta w delikatnym pocałunku. - A gdzie będziesz mieszkać? - Spytałaś się chłopaka, kiedy już się od siebie odsunęliście.
- Mój tata gadał z twoim tatą i mogę mieszkać u was. - Szeroko się uśmiechnął, a ty odpowiedziałaś mu tym samym.
- To chodź do twojego nowego pokoju. - Cmoknęłaś Louis'a w usta i pomogłaś zanieść mu rzeczy w miejsce, gdzie można stwierdzić, że wszystko się zaczęło...


~*~
Nie wiem, jak wam, ale mi tutaj to najbardziej pasował właśnie Lou :)
I ogólnie, to jestem z tego imagina zadowolona ^^
Na początku miał on wyglądać trochę inaczej, ale doszłam do wniosku, że takie zakończenie będzie najlepsze.
A wy jak sądzicie? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3