poniedziałek, 2 lutego 2015

Seven Hundred Forty

Siedziałam po turecku na kanapie i przełączałam pilotem stacje w telewizji. Nie było nic ciekawego, kiedy moją uwagę przykuł jeden z programów informacyjnych.
- Wiadomość z ostatniej chwili! Boeing175c, który wyleciał o godzinie dziesiątej czterdzieści pięć z lotniska Waszyngton-Dulles miał wypadek. Samolot rozbił się niedaleko lotniska Heathrow. - Podgłośniłam telewizor i dokładniej zaczęłam słuchać wiadomości. -Nie wiemy dokładnie co było przyczyną katastrofy, jednak  mamy podane informację, że z pośród trzystu pięćdziesięciu pasażerów sto osób nie żyje, a sto dwadzieścia jest rannych. Więcej informacji o tej katastrofie dowiemy się od naszego dziennikarza William'a Higgins'a, który jest na miejscu tragedii... -Dalej nie słuchałam. Wbiegłam na korytarz i założyłam na nogi trampki. Miałam zamiar wyjść z domu, kiedy w progu stanęła (I.T.P).
-Co się stało (T.I)? -Chwyciła mnie za ramiona i uważnie mi się przyjrzała. Po moich policzkach spływały łzy, a mną czasami wstrząsał szloch.
-Liam... Liam'owi coś mogło się stać. Ja muszę do niego jechać. -Powiedziałam załamanym głosem.
-Sama nigdzie nie pójdziesz, ani nie pojedziesz. - (I.T.P) zabrała z mojej dłoni klucze od samochodu i przeszła razem z tobą do pojazdu. 
-To gdzie jedziemy? -Spytała się zaraz po tym jak przekręciła kluczyk w stacyjce.
-Na Heathrow. -Odpowiedziałam i samochód ruszył. Po drodze na lotnisko wytłumaczyłam wszystko przyjaciółce, co przyjęła bardzo spokojnie, ale ona już taka jest. Nigdy nie ukazuje swoich uczuć. Cała w nerwach przekroczyłam próg tego ogromnego budynku i kiedy tylko dostrzegłam miejsce, w którym były osoby z tej katastrofy ruszyłam w tamtym kierunku. Z nadzieją w oczach i w sercu czekałam razem z innymi ludźmi za barierkami. Pasażerowie Boeing'a wychodzili jeden za drugim, po czym wpadali w ramiona swoim rodzinom, bądź przyjaciołom. Z każdą kolejną postacią wyłaniającą się zza ściany moje serce biło coraz szybciej. Osób zostało niewiele, a Liam'a nadal nie było.
-Nie ma go. -Wyszeptałam, kiedy ostatni pasażer wyszedł z korytarza.
-Może został ranny? -(I.T.P) próbowała podsycić moją i tak już wątłą nadzieję.
-Oby... -Wyszeptałam. Czekałam z przyjaciółką dobre dwie godziny, ale mojego narzeczonego nigdzie nie było. Ranni nadal albo wychodzili, albo byli wynoszeni na noszach, ale żaden z nich nie był Payne'm. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
-On nie mógł mnie zostawić... Nie mógł mi tego zrobić... -Wyszeptałam sama do siebie, po czym wstałam z ławki na której siedziałam i podeszłam do jednego z pielęgniarzy.
-Um... przepraszam. -Na moje słowa mężczyzna obrócił się w moją stronę i dokładnie mi się przyjrzał.
-Słucham.
-Tym samolotem co miał wypadek leciał mój narzeczony, nie wiem pan co z nim jest? Nigdzie nie mogę go znaleźć. -Potarłam moje spocone ręce o uda.
-Proszę podać imię i nazwisko.
-Liam... Liam Payne. -Odpowiedziałam i ze zdenerwowania przygryzłam dolną wargę.
-Liam Payne.... -Pielęgniarz zaczął wertować kartki dosyć długiej listy. -Tak bardzo mi przykro... -Zwrócił się w moim kierunku. -Zginął na miejscu. Nie mieliśmy szansy go uratować. -Powiedział i odszedł. 
-Nie... To nie może być prawda. Nie! -Krzyknęłam i się rozpłakałam. Upadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach. -Liam! Nie! Dlaczego?! -Krzyczałam pomiędzy szlochami. Poczułam jak ktoś przytula mnie do siebie. Musiała to być (I.T.P). Nic nie mówiła, po prostu pozwoliła mi się wypłakać i wykrzyczeć.
-Nie zostawiaj mnie samej! Liam jak mogłeś?! Obiecałeś, że mnie nie zostawisz!

-(T.I)... -Usłyszałam ciepły męski głos obok swojego ucha i poczułam jak ktoś delikatnie potrząsa moim ramieniem. -(T.I) co się stało? -Otworzyłam ponownie oczy i zobaczyłam Liam'a stojącego nade mną i przypatrującemu się mi z troską w oczach. Przetarłam moje oczy i mokre policzki i rzuciłam się chłopakowi na szyję.
-Liam. Jezu to naprawdę ty... -Jedną ręką objęłam szyję chłopaka, a drugą zanurzyłam w jego włosach. Chłopak objął mnie ramionami w pasie i schował twarz w moich włosach.
-Tak to ja. -Wyszeptał zaraz obok mojego ucha. -Co się stało, że płakałaś przez sen i krzyczałaś moje imię? -Zapytał. Odsunęłam się od niego i popatrzyłam w jego oczy.
-Śniło mi się, że samolot którym leciałeś miał wypadek i zginąłeś na miejscu i zostawiłeś mnie samą, ale na szczęście to był tylko sen. -Delikatnie się uśmiechnęłam i pogładziłam szatyna po policzku.
-Nigdy cię nie zostawię (T.I). -Cmoknął mnie w usta i wtulił się we mnie. -Obiecuję ci to. 
-Trzymam cię za słowo Liam. -Szepnęłam i schowałam głowę w zagłębieniu szyi chłopaka.

~*~
Witajcie!
Pisząc tak tego imagina doszłam do wniosku, że wszystkie nie mogą być smutne, bo można wpaść w depresję, dlatego jego końcówka, jest -jeśli można tak powiedzieć- weselsza niż początek.
Na dzisiaj ode mnie tyle.
Buziaki! :*

2 komentarze:

  1. Jeju już się bałam a tu taka niespodzianka, słodkie <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3