środa, 11 marca 2015

Seven Hundred Forty Four

-Ja już nie mam siły. -Usiadłam po turecku na wprost mojej przyjaciółki na łóżku i popatrzyłam się na nią. -Proszę cię Liv powiedz mi co ja mam zrobić?
-Zostaw go. -Odparła bez zastanowienia.
-Co? -Moje oczy poszerzyły się dwukrotnie.
-To co słyszysz. Zostaw tego dupka. -Popatrzyła się na mnie swoimi szarymi oczami.
-A-ale ja nie chce... -Cicho szepnęłam i przeniosłam swój wzrok na palce.
-Nie chcesz, czy się boisz? -Chwyciła mój podbródek i podniosła tak, że musiałam się na nią popatrzeć. - Czy ty widzisz (T.I) co on z tobą zrobił? Jeszcze pięć miesięcy cały czas się śmiałaś, chodziłaś na imprezy, byłaś osobą otwartą na nowe znajomości, a teraz? Nigdzie nie wychodzisz, z nikim nie rozmawiasz, nie dbasz o siebie...
-To ja dorosłam, dlatego się zmieniłam. Posłuchaj Olivia... -Nie dokończyłam, ponieważ w zdanie weszła mi przyjaciółka.
-To ty posłuchaj (T.I). Wmawiasz sobie, że to przez to, że dorosłaś. To wszystko jest przez niego. Trzyma cię pod kluczem, jak jakiegoś ptaka. Nie możesz się na to godzić. Jeszcze ostatnio cię pobił. Ty chcesz z takim brutalem założyć rodzinę? Czy ty go w ogóle kochasz? -Puściła palce, a ja spuściłam głowę.
-Nie. -Szepnęłam. -Nie chcę założyć z nim rodziny i go nie kocham. -Powiedziałam pewniej i poczułam jak po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Przez tyle czasu byłam gnębiona i bita. Całe pięć miesięcy nie miałam własnego życia.
-Dziękuję ci. -Wtuliłam się w przyjaciółkę.
-Nie masz za co. -Szepnęła i pogładziła ręką moje plecy. -Wiesz co robić? -Odsunęła się ode mnie. Delikatnie się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową.
-No. Mądra dziewczynka. -Liv szeroko się uśmiechnęła i pogłaskała mój policzek. -Okey. To ja się zbieram. Do zobaczenia. -Cmoknęła mnie w policzek i wyszła. Odprowadziłam ją do drzwi i kiedy za nią je zamknęłam obejrzałam się dookoła, po czym westchnęłam.
Trzeba to wszystko skończyć. I to teraz.
Przeszłam do sypialni i wyjęłam swoją małą walizkę. Pewnym ruchem ją otworzyłam i spakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Z bagażem zeszłam na parter i włożyłam moje zniszczone już czarne półbuty. Na ręce zarzuciłam płaszcz, na szyję zarzuciłam mój jedyny kremowy szal i wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz, który następnie wrzuciłam do doniczki stojącej niedaleko i ruszyłam przed siebie. Moim celem było dotarcie do domu Liv, do którego drogę znałam na pamięć.
-Ej! (I.T)! Co ty tu robisz?! -Usłyszałam czyjś krzyk kiedy doszłam pod park. Obróciłam głowę w prawą stronę i ze strachu stanęłam jak wryta. W moim kierunku szedł ten bydlak, z którym mieszkałam i który zrujnował mi życie. I znowu był pijany.
-Kto ci pozwolił wyjść z domu?! I co robisz z tą walizką?! -Zaczął na mnie krzyczeć, przez co część ludzi zaczęła się na nas patrzeć.
-Mam tego wszystkiego dość. Wyprowadzam się. -Powiedziałam cicho ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. Bill nic nie powiedział, tylko popchnął mnie tak, że upadłam na ziemię obdzierając przy tym sobie łokcie. Skuliłam się jak tylko mogłam, bo wiedziałam co nastąpi.
Znowu mnie uderzy.
-Ty... -Nie dokończył zdania, ponieważ coś mu przeszkodziło, a mnie zasłoniło światło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak jakiś chłopak go bije. Podniosłam się z ziemi i otrzepałam, ale byłam zbyt zszokowana, aby cokolwiek zrobić.
-I nigdy więcej się do niej nie zbliżaj jasne?! -Szatyn krzyknął w stronę pijaka, który trzymając się za brzuch wymruczał coś niezrozumiałego, splunął krwią i odszedł zataczając się. Chłopak odwrócił się w moją stronę, a ja poczułam jak robi mi się słabo i nogi się pode mną uginają. Loczek od razu znalazł się obok mnie i pomógł mi dojść do ławki, na której razem z nim usiadłam.
-Wszystko w porządku? -Uważnie mi się przypatrywał.
-Tak...-Popatrzyłam się w jego zielone oczy i kiwnęłam głową. -Wiesz... Po prostu jeszcze nikt mnie przed nim nie obronił. To miłe co dla mnie zrobiłeś. Dziękuję. -Powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Więc on nie zrobiłby ci tego pierwszy raz? -Pokręciłam głową i podwinęłam rękaw lewej ręki ukazując tym samy piękną kolekcję siniaków. -Co za bydlak... -Wyszeptał.
-Bywało gorzej. -Powiedziałam, a chłopakowi oczy powiększyły się dwukrotnie.
-Tak w ogóle, to jestem Harry. -Po chwili uśmiechnął się w moją stronę i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Uścisnęłam ją i również posłałam do niego ciepły uśmiech.
-(T.I).
-Miło mi ciebie poznać (T.I). Skoro już się poznaliśmy, to może dasz się zaprosić do mnie na herbatę, lub kawę? Od razu mówię, że ja nie biję kobiet. -Popatrzył się na mnie poważnym wzrokiem i położył swoją prawą dłoń na lewej piersi. Cicho się zaśmiałam i kiwnęłam głową.
-Dobrze. Myślę, że mogę ci zaufać. -Uśmiechnęłam się do szatyna.
-To zapraszam. -Harry wstał z ławki i podał mi swoją dłoń, którą bez namysłu chwyciłam.

Czasami jedna decyzja może zmienić w naszym życiu wszystko,
a jedno spotkanie uczynić nasze życie piękniejszym.

~*~
Cześć wam!
Dziś postanowiłam dodać takiego oto imagina, ponieważ doszłam do wniosku, że nie wszystkie muszą się kończyć wielką miłością, czy narzeczeństwem.
Tutaj każdy może wyobrazić sobie, jak to się skończyło (albo przyjaźń, albo miłość, albo coś jeszcze innego) i uruchomić swoją wyobraźnię. ;)
Mam nadzieję, że się wam on spodobał.
Buziaki i do następnego imagina!

1 komentarz:

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3