sobota, 7 marca 2015

Seven Hundred Forty Three

Dochodziła godzina 21. Byłam strasznie zdenerwowana, ponieważ Louis miał wrócić już dwie godziny temu. Ile można robić zakupy w supermarkecie? Mogłam pojechać z nim, ale byłam w ósmym miesiącu ciąży, po prostu nie chciało mi się. Dzwoniłam do niego setki razy, ale za każdym razem odzywała się poczta. Rzuciłam telefonem o ścianę. Niech go szlag strzeli. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam przy wysepce. Powoli sączyłam napój, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, szybko się poderwałam z miejsca i szybko znalazłam się obok drzwi. Otworzyłam je z zamachem, ale przed moimi oczami pojawił się Zayn. Westchnęłam głośno i wpuściłam go do środka.
-Jest Louis? -zapytał.
-Nie ma, wyszedł trzy godziny temu na zakupy i nie wraca -powiedziałam cicho, moje oczy napełniły się łzami.
Malik przytulił mnie i pogładził moje plecy.
-Spokojnie. Nie płacz, bo waszemu dziecku będzie przykro -starał się, abym się uśmiechnęła.
Otarłam łzy i poszłam do kuchni, zrobiłam mulatowi kawę i razem czekaliśmy na odzew Lou. Malik kręcił się po całym domu, schylił się po mojego Samsunga i zaśmiał się. Zabrałam mu telefon i akurat wtedy zadzwonił telefon. Numer zastrzeżony. Szybko odebrałam.
-Słucham?
-Pani Tomlinson? Żona pana Louis'a?
-Tak to ja, o co chodzi?
-Dzwonię ze szpitala st.Patrick. Pański mąż miał wypadek i tylko pani numer udało nam się zdobyć. Mogłaby pani przyjechać i zawiadomić resztę rodziny? -z moich oczu kapało mnóstwo łez.
-Lou...On nie ma rodziny -wyjąkałam. -Za 15 minut będę.
 Powiedziałam wszystko Zayn'owi i razem pojechaliśmy do szpitala. Szybko pobiegłam do lekarza, okazało się, że Louis miał tylko lekką stłuczkę, ale uderzył głową w szybkę. Lekarz obiecywał, że Lou zostanie lekka blizna nad prawym okiem. Weszłam do jego sali i zaczęłam płakać.
-Ej, mała -powiedział.
-Lou, kochanie! -krzyknęłam i podbiegłam do niego chwytając go za rękę. -Martwiłam się o ciebie!
-Przepraszam. Ale to nie moja wina -zaśmiał się.
Po trzech dniach Louis wyszedł ze szpitala. Wrócił do domu, robiąc mi niespodziankę. Akurat piekłam jego ulubioną pizzę. Zostawił torbę w sypialni, wziął prysznic i zszedł na dół.
 -Cześć kochanie -powiedział, obejmując mnie do tyłu.
 -Wreszcie jesteś w domu -odwróciłam się do niego i złączyłam nasze wargi. Dawno tego nie robiłam.
Dlaczego Lou przywitał się dopiero po wzięciu prysznica? Podejrzane, ale nie chcę się narzucać. A może to nie jest podejrzane, a moja ciąża wymyśla sobie różne rzeczy. Wstawiłam pizzę do piekarnika i usiadłam obok Louis'a. Chwyciłam jego dłoń i zaczęłam rysować różne wzorki. Zaczęliśmy rozmawiać o pokoiku dla naszej córeczki. Ja, jako stereotypowa mama, chciałam, żeby pokój był cały różowy, ale na szczęście Louis, zachował rozum i przekonał mnie, że biały z różowym ładniej by wyglądał. Kiedy tylko przystałam na jego propozycję, uzgodniliśmy, że jutro wybierzemy się do centrum handlowego w celu urządzenia pokoju, zadzwonił piekarnik. Pośpiesznie pobiegłam do kuchni i wyjęłam gorącą pizzę, nałożyłam na talerzyk mi i mojemu mężowi. Tak ładnie to brzmi. Wzięłam z lodówki ketchup i nie wiem jakim sposobem, zaniosłam wszystko do salonu, gdzie siedział Lou. Albo mi się wydaje, albo jest jakiś nieobecny. Postawiłam mu przed nos pizzę i usiadłam obok niego. 
 -Smacznego -powiedziałam, krojąc kawałek. 
 -Nawzajem -uciął i sam zaczął pałaszować pizzę. 
 -Err... Lou? Wszystko w porządku? -spytałam niepewnie. 
 -No jasne, czemu nie? 
 -Louis! Przecież widzę.
 -Powiem ci, jak przyrzekniesz, że się nie zaśmiejesz -spojrzał na mnie, a ja szeroko się uśmiechnęłam. Kiwnęłam głową, a chłopak kontynuował. -Gdyby nie ten wypadek, pokój Claire byłby już gotowy. 
 Popatrzyłam na niego i uniosłam brew. 
 -No bo, zajęło mi to tak długo, bo chciałem go sam urządzić. Ty byś pojechała do swojej mamy, czy coś. 
 Chciałam się zaśmiać, ale obiecałam mu, że tego nie zrobię. Podniosłam jego głowę i spojrzałam mu prosto w oczy, nagle złapał mnie skurcz w brzuchu. Krzyknęłam "Rodzę!", a Louis od razu pobiegł do naszej sypialni. Wziął moją torbę i zostawił ją w zastępczym samochodzie. Potem przybiegł do mnie i pomógł mi wsiąść do samochodu. Sam usiadł na miejscu kierowcy, ja na jego miejscu bałabym się po tym wypadku. Ale wtedy nie myślałam o tym, ciągle miałam skurcze. Po chwili byliśmy w szpitalu. Od razu zabrali mnie na porodówkę. 

***
Claire przyszła na świat dokładnie o 16:09. Cieszyłam się, tak jak Lou. Tyle, że ja byłam bardzo zmęczona, i chciałam spać. Zobaczyłam swoją córeczkę i lekarz kazał mi odpoczywać. 
Z Louis'em byłam bardzo szczęśliwa i nie zamieniłabym go na nikogo innego. 

~~~~~~~~~ 
Cześć, hej, siemka, witam i dzień dobry, dobry wieczór :) 
komentujcie, czy się podoba xx
`Makrelcia ( Dominika hehe :D) 

4 komentarze:

  1. Świetny jest ten imagin! *.* I w ogóle wszystkie twoje imaginy są śliczne. Ale ten jest cudowny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Już wiem gdzie go mogłaś czytać :)
      Publikowałam go na tym blogu, ale mi się nie wyświetlał i opublikowałam go jeszcze raz xx przepraszam za zamieszanie :)

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3